wtorek, 21 maja 2013

Zrób to sama: Donice malowane farbą tablicową

Wyjątkowo wcześnie wystartowałam z pozimowym i mniej przyjemnym przygotowaniem ogródka. Teraz, gdy wszystko odchwaszczone, przekopane i posiane można zająć się przyjemnościami, które będą cieszyć oko. Dłuższy dzień zachęcił mnie do zabawy z doniczkami.

donice z ziołami malowane farbą tablicową

Farbę tablicową pewnie już znacie, więc wspomnę tylko, że tworzy ona matową powierzchnię, po której wielokrotnie można pisać kredą. Wykorzystanie jej na donicach to pomysł, który doczekał się zapewne licznych wersji. Praktyczne zastosowanie, szybkie wykonanie i możliwości estetyczne to kilka powodów, które przekonały mnie. Farba jest popularna w różnych wersjach i ogólnodostępna (użyłam sprayu z Homebase za 9GBP).
malowanie doniczek i oklejanie ich taśmą koronkową
Różnej wielkości ceglane doniczki zabezpieczyłam taśmą w miejscach, których nie chciałam malować. Dla pewniejszego efektu nałożyłam 3 warstwy farby tablicowej. Postanowiłam zrobić kilka wersji, które wzajemnie będą się uzupełniać. Na kilku z nich użyłam również Old Ochre Annie Sloan. Małe doniczki na zioła dodatkowo wykończyłam taśmą koronkową, którą mocowałam gorącym klejem.
Świeże zioła i intensywny smak to bardzo ważne elementy kuchni, co potwierdzą nie tylko podobni mi wegetarianie. Doniczkom można znaleźć miejsce na parapecie lub zorganizować im mały zakątek. Zerknijcie na mój…
donice z ziołami malowane farbą tablicową
donice na kwiaty malowane farbą tablicową
zakątek ziołowo kwiatowy w ogrodzie
donica malowana kredą
Pomysł i wykonanie: Ola Zwolenikhttp://bambetle.co.uk/
read more

Na Dzień Matki mamy dla Was książki dla ciała i dla … podniebienia.


Co nam, matkom należy się od życia? Po pierwsze wspaniałe dzieci, (które już mamy), po drugie zdrowie (o które dbamy), po trzecie chwilkę dla siebie. I dziś właśnie o tej chwilce. Relaks potrzebny jest po to, by naładować baterie i nabrać sił. Dlatego z myślą o odpoczynku proponujemy Wam dwie wspaniałe książki. Pierwsza z nich to przepisy na pyszne ciasta, a druga to zestaw ćwiczeń, które będą potrzebne, by wrócić do dawnej formy. Obydwie książki są do wygrania w jednym z naszych wielu konkursów, które przygotowaliśmy na Dzień Matki na naszym Fanpage na Facebooku. Zapraszamy!


Zmień swoje życie z Ewą Chodakowską

Pierwsza książka Ewy Chodakowskiej, najpopularniejszej polskiej trenerki personalnej, znanej z programu „Pytanie na śniadanie” TVP2, gdzie występuje jako „Trenerka całej Polski”. Jej unikalna metoda treningowa zrewolucjonizowała kobiecy fitness, a programy ćwiczeń wydane na płytach DVD w magazynie SHAPE, okazały się bestsellerami. W rok zdobyła ponad 150 tysięcy fanów na Facebooku, rejestrując 1,5 mln wizyt tygodniowo. Osoby ćwiczące wraz z nią, przechodzą szybką i niewiarygodną metamorfozę. Zaraża optymizmem i pasją oraz pomaga zmienić życie setkom tysięcy kobiet. Za ich namową powstała książka, w której Ewa Chodakowska prezentuje nie tylko instrukcje dotyczące treningów, ale także dzieli się motywacją oraz wiedzą i własnymi doświadczeniami na temat diety oraz stylu życia.
Książka wyraża holistyczną filozofię Ewy Chodakowskiej opartą na założeniu, że aktywność fizyczna i jej pozytywne rezultaty przyczyniają się do rozwoju duchowego, emocjonalnego oraz umysłowego . Do współtworzenia książki Ewa zaprosiła swojego partnera życiowego Lefterisa Kavoukisa, jednego z najbardziej znanych i cenionych trenerów personalnych w Grecji.
Książka zawiera kompleksowy program miesięcznej metamorfozy z podziałem na poszczególne dni: 30 dni, 30 treningów po 30 minut, 30 jadłospisów. W książce znajduje się motywacja na każdy dzień, praktyczne porady dietetyczne i wskazówki treningowe oraz zdjęcia trenerki prezentującej wszystkie ćwiczenia opatrzone szczegółowym opisem.


Wielka księga ciast Siostry Anastazji


Nic nie zastąpi smaku i aromatu domowych wypieków.
Jak upiec doskonałe ciasto i sprawić, by pieczenie stało się prawdziwą przyjemnością?
Skorzystaj z doświadczenia i słynnych przepisów Siostry Anastazji, które pokochały miliony Polaków. Ciasta wykonane według jej receptur smakują wyśmienicie, wspaniale się prezentują, a co najważniejsze zawsze się udają!
Przekonaj się o tym! Bez trudu upieczesz delikatnego Puchatka czy puszystą Kokosową śnieżynkę. Zachwycisz swoich domowników i gości Tortem wiśniowym, Marysieńką lub fantazyjnymi ciasteczkami.

Wielka księga ciast Siostry Anastazji to ponad 400 sprawdzonych przepisów na ciasta, torty i ciasteczka. Codzienne i wykwintne, łatwe w wykonaniu i wymagające wprawniejszej ręki. Wszystkie łączy jedno - doskonały smak!

Wielka księga ciast Siostry Anastazji to przepisy dla każdego, na każdy dzień roku i na każdą okazję. Warto je mieć pod ręką!

W książce znajdziesz przepisy na:
ciasta tradycyjne
ciasta fantazyjne, rolady
ciasta z owocami, alkoholem, na zimno
torty
ciastka, rogaliki, pączki
ciasteczka

Książki w konkursie ufundowała księgarnia http://ksiegarniafont.co.uk/pl/

read more

poniedziałek, 20 maja 2013

Edukacja dzieci dwujęzycznych – część druga: zalecenia ekspertów.


Zgodnie z teorią progową (Threshold Theory), opisaną po raz pierwszy przez kanadyjskiego badacza dwujęzyczności Jima Cumminsa, wysoki poziom kompetencji w dwóch językach ma pozytywny wpływ na rozwój poznawczy, co daje pełnym dwujęzycznym przewagę nad osobami jednojęzycznymi w różnorodnych testach, w tym w testach ilorazu inteligencji. 
Tak teorię progową można opisać przy pomocy poniższego obrazka: 




  • na parterze znajdują się osoby ze słabą znajomością obu języków (możliwe obniżenie rozwoju poznawczego), 
  • na pierwszym piętrze - z adekwatną do wieku znajomością jednego języka, a obniżoną - drugiego (brak wpływu na rozwój poznawczy), 
  • a na drugim - z adekwatną do wieku kompetencją w obu językach (możliwy korzystny wpływ na rozwój poznawczy). 
Badania naukowe przeprowadzone na całym świecie dowodzą, że dwujęzyczni z równie dobrze i adekwatnie do wieku rozwiniętymi dwoma językami mają lepiej niż jednojęzyczni rozwinięte myślenie twórcze, szczególnie w zakresie płynności i giętkości. Ponadto charakteryzują się analitycznym podejściem do języka jako systemu i większą świadomością metajęzykową. Ci dwujęzyczni wcześniej osiągają kolejne stadia rozwoju psychicznego, a w tym rozwoju mowy. Wykazują wyższą niż norma wiekowa wrażliwość na potrzeby odbiorcy w procesie komunikacji oraz wyższą skuteczność komunikacji. Równomierna stymulacja obu języków dziecka dwujęzycznego daje mu więc ogromne korzyści, przyspieszając rozwój jego kompetencji komunikacyjnej oraz ogólny rozwój intelektualny.
Wyżej wymienione korzyści intelektualne najłatwiej osiągnąć wykorzystując po równo oba języki dziecka jako kanały dopływu informacji. Czyli idealnym modelem edukacyjnym dla dzieci dwujęzycznych jest zdobywanie wiedzy w obu językach. Eksperci zalecają im więc:
  • Szkoły dwujęzyczne, w których obowiązują dwa języki wykładowe. Połowa materiału przekazywana jest dzieciom w jednym języku, a połowa w drugim. Są to szkoły międzynarodowe, np. przy placówkach dyplomatycznych, z reguły prywatne. W Polsce powstają aktualnie jak grzyby po deszczu, lecz w naszej okolicy żadnej takiej nie znalazłam :-( Jeżeli ktoś z Was ma doświadczenia ze szkołami dwujęzycznymi poza granicami Polski, w których jednym z języków wykładowych jest polski, to proszę odezwijcie się!
  • Edukację domową, kiedy rodzic sam planuje i przeprowadza lekcje w domu. Jeżeli zna dobrze oba języki, to może prowadzić nauczanie dwujęzyczne na wzór szkół dwujęzycznych, adekwatnie dostosowując stymulację językową do aktualnych potrzeb dziecka. Wielojęzyczne nauczanie domowe z wielkim sukcesem prowadzi Dorota, polska mama mieszkająca w Tajwanie. Wszystkich zainteresowanych rodziców zapraszam na jej blog, w którym opisuje stosowane przez siebie metody i pomoce. Zwracam jednak uwagę, że w niektórych krajach, jak np. w Niemczech, edukacja domowa jest nielegalna, więc nie będzie to opcja dla wszystkich rodziców.
Tyle zalecenia ekspertów, ale życie jest życiem i często odbiega od ideału. Jak pisałam w pierwszej części tego cyklu, do szkół dwujęzycznych po prostu nie mieliśmy dostępu. Edukacja domowa w pełnym wymiarze też nie była opcją dla nas, gdyż córka zawsze uwielbiała nauczanie zinstytucjonalizowane i odkąd tylko zaczęła mówić, słyszałam od niej prośby o zapisanie jej do szkoły. Do tej pory zresztą Talkusia przy odrabianiu lekcji często prosi: "Czy możemy bawić się w szkołę?". Ja na to: "Przecież cały dzień byłaś w szkole!", ale godzę się oczywiście i Talkusia zaczyna zwracać się do mnie per "proszę pani" i zyskuje nowy zapał do pracy. Biorąc pod uwagę indywidualne możliwości i preferencje, każda rodzina wybiera taki rodzaj edukacji dwujęzycznej dla swoich dzieci, który najlepiej zaspokoi jej potrzeby. Dla nas jest to regularna szkoła angielska, którą na dwa sposoby uzupełniam nauką w języku polskim. Ale o tym już następnym razem. Zapraszam J

read more

piątek, 17 maja 2013

Emigracja czyli wszędzie dobrze, gdzie nas nie ma...



 


Do Maroka wracam często myślami. Śmieszne jest to, że tak na prawdę wspominam tylko te lepsze chwile. Wyprawy nad ocean, błękit Chawen, kolorowe piramidy przypraw, uśmiechnięte gęby bazarowych sprzedawców i słodziutkie pomarańcze. Tych miłych doznan jest oczywiscie o wiele wiecej, ale nie o tym chcialam napisać. 

Będąc w Maroko, nie za bardzo skupiałam się na tych drobnych pozytywach i tak właściwie nie wiem dlaczego. Jedynym sensownym usprawiedliwieniem byłoby tu zwalenie wszystkiego na karb mojej osobistej sytuacji, w ktorej całe życie wywraca się do góry nogami. Ale czy usprawiedliwienia są tu istotne?

Istotne jest to, że moje wspomnienia pewnie odbiegają nieco od rzeczywistości ale mimo wszystko miło wspominam Maroko. A z kolei mieszkając w Maroko, miło wspominałam Polskę, na którą teraz narzekam, prawie tak samo jak narzekałam na Maroko, będąc z dala od niej. Wydawać może się że mam teraz realne porównanie dwóch różnych środowisk. Będąc w Polsce widzę to, czego nie miałam w pamięci o niej. Fakt, dużo się tu zmieniło, ale zmiany te w jakiś dziwny sposób przeplatają się z tym, co było. Taka hybrydacja nowoczesności ze starym zaściankowem.

 Do tego środowiskowego porównania mogę również dodać moje doświadczenia życiowe z Wielkiej Brytanii. Kraju, który idealizuję od wyjazdu do Maroko.

I tu przychodzi mi na myśl pewne powiedzenie; 'wszędzie dobrze, gdzie nas nie ma' albo jak to mówią Brytyjczycy; ' the grass is greener on the other side of the fence'.

Takie porównania miejsc, bądź też sytuacji zdażają się prawie każdemu. A już na pewno tym, którym w życiu wciąż czegoś brakuje. Tym, którzy ciągle czegoś
szukają. I pewnie nie raz, przydażyło się to i tobie...

W takich chwilach należy zatrzymać się na chwilę i zastanowić się. Co, tak na prawdę, nam w życiu przeszkadza? Czego nam brakuje?

Być może odpowiedzi nie musimy szukać aż za oceanem, ale w swoim własnym wnętrzu. Dzięki chwili zastanowienia można zaoszczędzić wiele...

I jest to moja rada pochodząca z autopsji, bo chyba już za niedługo powrócę na stare śmieci.
Jak na razie cicho sza...

 Zanim podejmę kolejną decyzję o zmianie miejsca zamieszkania z kolejnego kraju, muszę się porządnie zastanowić o co tu na prawdę chodzi.


Aleksandra Warzecha.

read more

czwartek, 16 maja 2013

Zwiedzamy okolice Londynu: Eynford, miasteczko jak z bajki.


Zastanawiam się czasem, czy to odkrywanie okolic Londynu i pisanie o nich na naszej całkiem popularnej stronie ma sens. No bo po co, rozsławiać ciche zakątki ukryte na obrzeżach miasta, które lada chwila z cichej oazy zamienią się w krzykliwą atrakcję turystyczną pełną polskich dzieciaków wyskakujących z co drugiej piaskownicy? 
I myślę sobie, że może właśnie po to, o tym piszę. Skoro tutaj mieszkamy, ciężko pracujemy, płacimy podatki, a nasze dzieci, czy chcemy tego czy nie, wsiąkają w angielską kulturę i być może kiedyś sami będą ją tworzyć, to tym bardziej mamy prawo odkrywać angielskie zacisza. Podczas naszych co sobotnich wypadów za miasto niezwykle rzadko natrafiamy na obcokrajowców i tylko na co dziesiątej wycieczce spotykamy polską rodzinę, taką jak nasza. Oczywiście, zwiedzanie i wyjazdy nie są dla każdego, tym niemniej zachęcamy do nich gorąco, bo to świetna rozrywka dla całej rodziny. Są też ukryte plusy, o których nie każdy zdaje sobie sprawę takie jak … poprawa apetytu. Nasz syn po miesiącu wyjazdów zaczął w końcu jeść normalne obiady pod tytułem: kotlecik, ziemniaczki i buraczki. Moim zdaniem to wpływ wiejskiego powietrza, którego jak wiadomo ciężko szukać w Londynie.
Miejsce, o którym piszemy dzisiaj nie jest bardzo oddalone od miasta, co ma swoje plusy, bo jest pomysłem na wycieczkę krótką. Zamiast jechać jak zwykle do parku po obiedzie polecamy krótka wycieczkę.  Dojazd z południa miasta zajął nam 25 minut. Eynsford  to urocze maleńkie miasteczko, typowo angielskie, z kościółkiem, rzeczką i zameczkiem.  Czasem wystarczy zjechać z ruchliwej autostrady, by odkryć taką perełkę. Zwiedzanie zaczynamy od ruin zamku zbudowanego około 1085 roku. Ruiny łatwo przejechać, bo ukryte są tuż za główna ulicą miasteczka i trzeba uważnie szukać tabliczki z kierunkowskazem. Na ruiny prowadzi malowniczy drewniany mostek, gdyż zamek w przeszłości otoczony był fosą. W środku zwiedzamy „pokoje”, które kiedyś były kuchnią czy sypialnią. Z ruin rozciąga się cudowny widok na okoliczne pola i wzgórza. Zwiedzanie jest bezpłatne, darmowy jest również parking zamkowy, na którym zostawiamy samochód i wyruszamy na zwiedzanie miasteczka. Największą atrakcją jest rzeczka, która stale zalewa główną ulicę miasteczka, co widać na zdjęciach. Na drugą stronę przechodzimy więc kamiennym mostkiem. Latem rzeczka jest pełna brodzących w niej dzieciaków, a w pobliskim sklepiku można nawet kupić plastikowy sprzęt do łowienia ryb. My w sklepiku, który jest jak z bajki i to bardzo starej, kupiliśmy lody i poszliśmy na spacer. Tuż za miastem znajduje się wiadukt kolejowy z czerwonej cegły z 1874 roku, który przypomina włoskie krajobrazy. Za wiaduktem są także dodatkowe atrakcje do zwiedzenia w postaci rzymskiej wioski i pałacu, które jednak zostawiliśmy sobie na kolejną wyprawę.
Jeśli lubicie klimat małych polskich miasteczek w stylu Kazimierza nad Wisłą, to miejscem tym będzie oczarowani. Polecamy!


Więcej informacji na temat ruin w Eynsford tutaj:http://www.english-heritage.org.uk/daysout/properties/eynsford-castle/



Oddech od Londynu. Spokojna, angielska prowincja.


Rzeka zalała ulicę. Przejazd tylko górą, albo ... w kąpielówkach.


Nad rzeką można zrobić mały piknik.


Uroczy sklepik, prowadzony przez stare angielskie małżeństwo, w którym możemy kupic plastikowy sprzęt do łowienia ryb w rzeczce.

Takie widoki, tylko po zjechaniu z autostrady!

Tekst i zdjęcia Małgorzata Mroczkowska, Londyn
read more

środa, 15 maja 2013

Edukacja dzieci dwujęzycznych - część pierwsza



Edukacja naszych dzieci była dla nas zawsze bardzo ważna. Gdy Talkusia zbliżała się do swoich trzecich urodzin musieliśmy już zacząć myśleć o wyborze szkoły, gdyż jest ona w Wielkiej Brytanii obowiązkowa już od wieku czterech lat. Nie mieliśmy dostępu do szkół dwujęzycznych ani prywatnych, więc rozpoczęliśmy przegląd lokalnych szkół państwowych. 

OFSTED to organizacja rządowa zajmująca się inspekcją i oceną standardu nauczania brytyjskich instytucji oświatowych. Podczas regularnych wizyt przyznaje ona szkołom w Anglii i Walii jedną z poniższych ocen:
·       grade 1 outstanding (wybitna)
·       grade 2 good (dobra)
·       grade 3 requires improvement (wymaga poprawy)
·       grade 4 inadequate (niedostateczna)
OFSTED to takie modne obecnie wśród rodziców "buzz word". A jaki OFSTED ma wasza szkoła? Nasze dziecko chodzi do "wybitnej" szkoły. Ta szkoła po drugiej stronie ulicy otrzymała zaledwie grade 3. Coś okropnego! Takie dialogi słyszy się wśród młodych rodziców, szczególnie w okolicy terminu walki o miejsca w najlepszych szkołach. Nierzadko słyszy się o rodzinach, które celowo przeprowadzają się w pobliże wymarzonej szkoły, aby znaleźć się w jej catchment area, czyli zasięgu. 
Tak też my zrobiliśmy. Mieliśmy świadomość, że nasza córka jest zdolna i byliśmy gotowi zrobić wszystko, aby trafiła do najlepszej szkoły w okolicy. Przeprowadzaliśmy się z potrzeby zwiększenia metrażu, ale przy wyborze nowego lokum dystans do najbardziej "wybitnej" szkoły w mieście był dla nas bardzo ważny. Jakaż była nasza radość, gdy znaleźliśmy idealny dom zaledwie 5 minut spacerkiem od malutkiej, rodzinnej szkoły podstawowej wyróżnionej przez OFSTED najwyższą oceną grade 1. 

Tamże Talkusia rozpoczęła edukację w klasie zerowej, zwanej tu Reception Class. W momencie rozpoczęcia nauki umiała już czytać i pisać w dwóch językach, czym wzbudzała nieustanny zachwyt kadry nauczycielskiej. Zaczęły się wielkie obietnice, że Talkusia kwalifikuje się do Gifted and Talented Programme, czyli specjalnego programu dla uzdolnionych dzieci, dzięki któremu będzie miała możliwość dalej rozwijać swoje talenty. W praktyce wyglądało to tak, że zajmowała się kolorowaniem, gdy pozostałe dzieci ćwiczyły literki podczas zajęć letters and sound. Nad wejściem do szkoły umieszczona była wielka tablica z napisem OFSTED OUTSTANDING i słyszało się o tym podczas wszelkich imprez szkolnych. Obowiązującym tematem podczas apeli była frekwencja i inne statystyki oraz remont biura nowej pani dyrektor. A moje dziecko codziennie wracało ze szkoły znudzone...
Wytrzymałam rok i rozpoczęłam szukanie nowej szkoły. Pynio był wtedy jeszcze niemowlęciem i zdawałam sobie sprawę, że bardzo utrudniam sobie życie przenosząc córkę do innej, odległej od domu szkoły. Po obdzwonieniu wszystkich okolicznych szkół szczęśliwie okazało się, że jest jedno wolne miejsce w szkole podstawowej na drugim końcu miasta ocenionej przez OFSTED jako zaledwie "dobra". Pojechałam tam na rekonesans i mimo niepozornego budynku i okolicy, już od progu wiedziałam, że to będzie dobry wybór. Niesamowicie przyjazna atmosfera otoczyła mnie już od wejścia przy spotkaniu z uśmiechniętą panią z recepcji. Cała kadra tej szkoły począwszy od pana woźnego, pań obiadowych, pań w biurze, asystentów i nauczycieli aż po panią dyrektor reprezentuje wysoki profesjonalizm i promienieje zwykłym ludzkim ciepłem. To dzięki nim Talkusia tak łatwo zaadaptowała się w nowej szkole, a później Pynio pokonał swój opór przed nią. Tę szkołę tworzą właśnie ci wspaniali ludzie, którzy nie wysyłają nam czerwonych listów za karę, że dziecko choruje, którzy nie trąbią na każdym apelu o raportach OFSTED, tylko przekazują dzieciom podstawowe etyczne wartości, jak szacunek dla siebie i dla drugiego człowieka. Mimo iż my jesteśmy Katolikami, a szkoła jest Church of England, czyli anglikańska, jej głęboko chrześcijański przekaz bardzo do nas trafia. 
Nie słyszy się tu o specjalnym programie dla dzieci uzdolnionych. Traktuje się tu wszystkich uczniów indywidualnie i ci zdolniejsi dostają po prostu zadania z klasy o rok wyżej. Ogólnie poziom akademicki w szkole jest wysoki, a ilość pracy domowej w porównaniu do innych szkół brytyjskich jest zatrważająca, ale dzięki temu widzę, jak moje dzieci z dnia na dzień rozwijają się i umieją coraz więcej. Zresztą szkoła stawia nie tylko na rozwój intelektualny dzieci, ale w równym stopniu na ich rozwój emocjonalny i społeczny.
Codziennie rano pakujemy się do auta i przedzieramy się przez poranne korki do szkoły na drugiej stronie miasta. Po południu znów "school run traffic" w drodze do domu. Codziennie przejeżdżamy obok starej szkoły, do której dawniej chodziliśmy spacerkiem, ale bynajmniej nie patrzę na nią z tęsknotą. Cieszę się, że nareszcie wybrałam dobrą szkołę dla moich dzieci. OFSTED to nie wszystko.
Tym opisem naszych doświadczeń z systemem szkolnictwa rozpoczynam cykl o edukacji dzieci dwujęzycznych. Za tydzień część druga o idealnych rozwiązaniach edukacyjnych dla dzieci dwujęzycznych. Zapraszam :-)

Aneta Nott-Bower, bilingualznaczydwujezyczny

read more

Poszukiwania blogerki - fotografki zakończone.



Na początku maja wspólnie z firmą Blue Jay ogłosiliśmy tutaj poszukiwania blogerki-fotografki, która podjęłaby się współpracy z firmą odzieżową. Ilość zgłoszeń, które otrzymaliśmy na ten apel przeszła nasze najśmielsze oczekiwania. Zainteresowanie tematem było tak ogromne, że stale otrzymujemy od was informacje o nowych stronach i blogach, które polecacie i zgłaszacie. Jesteście fantastyczne!
Firma Blue Jay przysłała nam wczoraj swoją decyzję. Szczęśliwą osobą, z którą firma zdecydowała się podjąć współpracę jest pani Emilia Sławecka z http://emiliaphotography.blogspot.com/ . Firma prowadzi również rozmowy z panią Kingą Janik z http://kingajanik.bloog.pl/ i być może tutaj również nawiąże się współpraca.
Już nie możemy się doczekać efektów sesji fotograficznej, którą obiecaliśmy zamieścić również na naszej stronie.
Jeszcze raz gratulujemy. Pozdrawiamy wszystkie fotografujące mamy.
read more

wtorek, 14 maja 2013

Kocham torebki - rozmowa z Martą projektantką i producentką torebek.




Myślałyście kiedyś o założeniu własnej firmy? A gdyby tak połączyć pasję z pomysłem na zarabianie pieniędzy? Dzisiaj zapraszamy na rozmowę z Martą Mazur-Sokołowską, która spełniła swoje marzenie i w maleńkiej miejscowości, gdzieś na koncu świata założyła firmę Manufaktura MMS. Dziś jedna z jej torebek jest do wygrania u nas w Londynie.
 Jak zaczęła się Twoja pasja szycia i projektowania torebek?
Może zabrzmi do dziwnie, ale zaczęło sie dość niespodziewanie. Nigdy specjalnie nie przepadałam za szyciem. Lubiłam mieć oryginalne ciuchy i zwykle je rysowałam, a moja mama je odszywała. Maszyna była dla mnie czymś wielkim i przerażającym, a ja z góry założyłam, że to za trudne. Na studiach artystycznych musiałam nauczyć się szyć, bo tego wymagał program. Szło mi, co to dużo mówić, opornie. Dopiero gdy kupiłam swoją pierwszą maszynę, zawzięłam się, przełamałyśmy lody, a potem poszło już dużo łatwiej. Na studiach magisterskich zapisałam się na zajęcia o dziwnie brzmiącej nazwie "projektowanie obuwia i galanterii skórzanej". Aby zaliczyć ten przedmiot, należało uszyć torbę ze skóry. Początkowo zestresowało mnie to, bo nigdy nie szyłam skóry naturalnej ani "profesjonalnej" torby. Na szczęście okazało się, że strach ma wielkie oczy, bo przedmiot zaliczyłam, torbę mam do dziś, a zamiłowanie do szycia zaczęło rosnąć z dnia na dzień. Dużą zasługę ma też pani profesor "od butów", która podsycała we mnie chęci, motywowała do działania i zasiała ziarenko o nazwie "własna firma", które teraz kiełkuje.
Czy uszycie torby damskiej jest trudne?
Wszystko zależy od poziomu skomplikowania torby, którą chcemy uszyć. Siatki na zakupy są chyba najprostszą formą torebki. Nie trzeba posiadać wielkich umiejętności krawieckich, bo szyje się je dość szybko, więc efekt pracy widać od razu. Jest to opcja dla niecierpliwych. Z torbami powiedzmy "zaawansowanymi" jest więcej pracy, nierzadko potrzebny jest też profesjonalny sprzęt, aby podołać szyciu grubych materiałów czy skór. Nie można jednak powiedzieć, że jest to trudne :))
Czy miałaś momenty załamania i co sprawiło, że nie poddalaś się w prowadzeniu wlasnej działalności?
Łatwiej będzie jak zacznę od tego, dlaczego w ogóle zdecydowałam się na założenie działalności. Mieszkam w malutkiej miejscowości, o której niektórzy moi znajomi mówią, że jest na końcu świata. Uważam, że to za lekką przesadę. Nie da się jednak ukryć, że nie mam tu najmniejszej szansy na pracę w wyuczonym zawodzie projektanta ubioru. Rok temu, gdy powoli zbliżałam się do końca studiów, rósł we mnie strach, a po głowie chodziło pytanie "co dalej?". Nie chciałam się przeprowadzać do dużego miasta za pracą ani porzucać marzeń o projektowaniu tylko dlatego, że moje miasteczko nie daje mi takich perspektyw. W tamtym momencie z pomocą przyszła wspomniana już wcześniej "profesorka z obuwia" oraz mój mąż, którzy zdopingowali mnie do założenia firmy. Pomyślałam wtedy, że nic nie tracę, a wiele mogę zyskać. W ten sposób zaczęłam oswajać się z myślą samo zatrudnienia i po dyplomie miałam już gotowy pomysł, na to co chcę robić. Trudno mówić o momentach załamania lub zwątpienia. Myślę, że na starcie, z którego dopiero co wyruszyłam (firma nie ma nawet roku) jest wiele sprzecznych emocji, które zmieniają się jak w kalejdoskopie. Póki co (odpukać w niemalowane!!) wszystko idzie w dobrym kierunku, a ja nabieram więcej wiary w to, że wszystko się dobrze ułoży.
Czy trudno sprzedaje sie torebki w Polsce?
Ciężko mi odpowiedzieć na takie pytanie, bo jak zdefiniować określenie "trudno"? Nie mam porównania do innych państw, by stwierdzić, że jest łatwiej lub wprost przeciwnie. Myślę, że w zalewie tanich sieciówkowych produktów, jest to duże wyzwanie. Ogromnym ułatwieniem dla ludzi takich jak ja jest Internet. Tutaj nie istnieją odległości czy granice państw.
 Jakie są najwieksze klopoty z kupującymi?
Mam chyba takie szczęście, że nie zdarzyło mi się spotkać naprawdę problematycznej osoby na swojej drodze. Największym wyzwaniem jest dla mnie szycie i projektowanie toreb na zamówienie. Klient sam wybiera kolory, materiały, często też podpowiada konkretny kształt lub przybliżoną formę. Gorzej, gdy trafia się na niezdecydowaną osobę - wtedy żałuję, że nie mam szansy spotkać się w "realu" i dogadać wszystko na tip top. Zdarza się, że aby dopracować każdy szczegół, potrzeba kilkudziesięciu maili. Jeśli jednak w efekcie końcowym torba się podoba, jestem szczęśliwa.
Jakie są Twoje plany na przyszłość?
Przede wszystkim marzy mi się, aby moja działalność przetrwała próbę czasu i była dla mnie miejscem, w którym nie dość, że zarobię na chleb, to będę się mogła spełniać artystycznie. Ufam, że uda mi się pogodzić te rzeczy, otworzyć pracownię poza domem i (choć jest to baaaardzo odległa wizja) kiedyś zatrudnić pracowników. W moim regionie jest bardzo wysokie bezrobocie, a ja bym chciała choć trochę pomóc i zmienić mały fragment rzeczywistości na lepsze.
Dziękujemy za rozmowę i zapraszamy do uczestnictwa w naszym konkursie, w którym do wygrania jest piękna torebka od Manufaktura MMS. Szczegóły na naszym Facebooku.

Zapraszamy na strone Manufaktura MMS: http://manufaktura-mms.blogspot.co.uk/











read more

poniedziałek, 13 maja 2013

Nowy-stary stolik i zdobycze z Second Hand Shop


Kwiecień przemknął mi nie wiadomo kiedy i jak... Czas ucieka galopem. 
Niewiele nas w domu więcej na powietrzu. Od poranka aż po zachód słońca.
Komputer poszedł w odstawkę.

Wreszcie można cieszyć się pięknem natury.
Jest rozkosznie ciepło, wszystko wokół jest już zielone, ukwiecone. 
Maj pachnie wyjątkowo. 
Czas na pierwsze zbiory kwiatów mlecza/mniszka.
Pamiętacie o zrobieniu z niego soku lub miodu?
Nam w tym roku udało się przygotować już cztery partie. 


Poszukuję od jakiegoś czasu odpowiedniego mebla do sypialni. 
Takiego na którym stanie lustro. Naszą komodę odstąpiłam chłopakom...Dlaczego? 
Pokażę na pewno przy okazji :)
Do tej pory nie znalazłam tego czego szukam, ale za to wpadł mi w oko na ebayu stolik 
kawowy.
Ten z racji, że ma tak jakby podwójny blat, jest na pewno bardziej praktyczny niż 
nasz poprzedni z szufladką. 

Tak wyglądał na zdjęciach na aukcji.



Zawsze jest obawa o blat, jaki będzie po wyczyszczeniu. Ten jest po prostu przepiękny.
 Idealny. Ma nawet lekkie pęknięcia drewna, które w takich country stołach uwielbiam.
Stół trzeba było całkowicie rozebrać i od nowa posklejać. Cały się chwiał.
Kilka dni temu dostał od nas całkiem fajne, nowe życie.


Tydzień temu przy okazji wizyty w pewnym angielskim miasteczku moje nogi powędrowały
 do okolicznych "charity shop" czyli sklepów z używanymi rzeczami.
Wyszperałam poduchę w kratę, w kolorze "duck egg blue".
Dwa obrazki z kwiatami, które powiesiłam nad sekretarzykiem.
Oraz kolejną książkę wnętrzarską "Antique Style".









A tutaj dwie rzeczy z car boot sale.
Posrebrzany dzbanuszek oraz przecudny chustecznik.







I na koniec chciałabym się co nieco 
pochwalić.
Od jakiegoś czasu mam przyjemność współpracować z Gosią z portalu 

Gosia to istny tajfun i wulkan energii :)
Dzięki niej mamy swój malutki udział w ostatnim numerze
Gazety Polonijnej

Cały numer znajdziecie tutaj:



Kochani życzę Wam wspaniałych, ciepłych majówek!!!
Pozdrawiam i do następnego.

Katarzyna Szydłodomnawygnanku


read more