Skip to main content
Porady

Co matka robi, kiedy ma wolną sobotę? Sprząta

 

 

Czy wy też tak macie, czy tylko mnie to dopadło? Co za durna ja! Zamiast korzystać z danej mi chwili wolności, zamiast ogarnąć paznokcie i wziąć się za siebie w końcu, to zaczęłam ogarniać mieszkanie. Bo przecież mieszkanie, to ja!

 

No więc stało się to w ostatnią sobotę. Wszyscy wybyli do kina. Beze mnie, bo mnie kreskówki na dużym ekranie wyjątkowo mało kręcą, niestety. Na szczęście mąż lubi, więc już dawno zostało ustalone, że to on dziatwę zabiera do kina.

Wychowanie

Czy istnieją brzydkie dzieci?

 

Pamiętacie swoje podejście do obcych dzieci, zanim sami zostaliście rodzicami? Ja niestety pamiętam, zwłaszcza jedną sytuację i przysięgam, że najlepiej wyrzuciłabym to z mojej pamięci na zawsze. Ze wstydu….

Zdrowie

Kiedy do logopedy? Obalamy mity.



Rodzice i opiekunowie dzieci często zastanawiają się nad tym, czy ich dziecko rozwija się prawidłowo. W tym celu konsultują się z rodziną, znajomymi mającymi dzieci w podobnym wieku, a czasem szukają odpowiedzi na formach internetowych. 

O ile kwestie związane z rozwojem fizycznym dziecka łatwiej jest zweryfikować, ponieważ wizyty u lekarzy są wpisane w opiekę nad nim, to obszar związany z rozwojem mowy nie jest już taki jednoznaczny. Niestety, większość najczęściej powtarzających się wypowiedzi, to szkodliwe mity.

Fragment powieści "Od jutra dieta!" Małgorzaty Mroczkowskiej

Fragment powieści "Od jutra dieta!" Małgorzaty Mroczkowskiej

Moje obydwa porody i ciąże przebiegały bez zakłóceń. Owszem przytyłam w każdej z nich po dyszce, ale dzieci urodziły się zdrowe i rumiane. Nie wiem czy to była zasługa wcinania lodów bez ograniczeń w myśl zasady obowiązującej wszystkie przyszłe matki: w ciąży nie odmawiam sobie niczego. Że niby to ma być dobre dla dziecka. Pośrednio jest. Bo zadowolona (czytaj najedzona lodami) matka, to zadowolone dziecko, nawet to jeszcze nienarodzone. Nie mówię, że jadłam za dwoje, aż tak tradycyjna nigdy nie byłam, ale łakoci sobie faktycznie nie odmawiałam.

No i potem nadziwić się nie mogłam, że po porodzie brzuch jakoś tak dziwnie najpierw opadł grubą fałdą, a potem zniknął. A dupa została. Dodajmy wielka dupa, dużo większa niż ta przed ciążą.

Stałam przed lustrem i nie mogłam od niej oczu oderwać. Najgorsze było to, że dupsko było na tyle złośliwe, że widać je było nawet kiedy stałem przodem. Więc, przynajmniej w teorii nie powinnam była jej widzieć, tak? No co to za dupa jest, ja się pytam skoro widać ją z przodu? Miejsce dupy jest z tyłu przecież. No to co mi tu bokami wystaje i psuje całokształt, ja się pytam?

Obróciłam się lekko, nie za dużo, bo przyznać musze, że aż się bałam spojrzeć tej dupie w oczy. Niestety, pozycja boczna w lustrze okazała się mało trafiona, bo oprócz tyłka widziałam jeszcze brzuch. Ten sam brzuch, który jeszcze kilka tygodni wcześniej otulał sobą moje maleństwo. Opadł, ale nadal był duży, wystający i lekko sterczący, a wszystko po to, żeby mnie wkurzyć. Do brzucha miałam jednak inne, nazwijmy to sentymentalne podejście. Mogłam mu zresztą wiele wybaczyć, bo miał niezłą robotę do odwalenia i spisał się wspaniale. Co się dziwić, że się tak porozciągał. Dzieci nie biorą się przecież z kapusty, nie przynosi ich tez w dziobie bocian. Dzieci biorą się z brzucha kobiet takich, jak ja, które pozwalają im się rozgościć w brzuchu i rosnąć przez całe dziewięć miesięcy. Niech im to miejsce wychodzi na zdrowie, proszę bardzo. Taka rola matczynego brzucha. Ale tyłek! Żeby tak rósł razem z brzuchem?! Co za bezczelność i megalomania. Co on sobie wyobraża w ogóle? Tyłek jest do siedzenia, nie ma żadnej innej roli. No chyba, że z kompleksów wobec brzucha tak mi urósł. Było to jedyne rozsądne wytłumaczenie.

Po odejściu od lustra miałam niczym nie zachwiane wrażenie, że oto nagle, po urodzeniu pierwszego dziecka z mojego ciała zostały tylko zgliszcza. Jakaś, za przeproszeniem wojna przetoczyła mi się pod żebrami i czułam się jak jeniec, który nagle odzyskał wolność i podpierając się na kulach musi wrócić do normalnego świata. Aż się bałam pomyśleć, co będzie po kolejnym dziecku, które było przecież w planach moich i mojego męża.

Normalny świat, do którego trzeba było jak najszybciej powrócić z sali porodowej składał się z koleżanek w pracy, które wywijały tymi swoimi szczupłymi łydkami pod biurkami, i które dziwiły mi się, że jeszcze nie wróciłam do formy. A ja przecież czułam się świetnie, byłam zdrowa, moje dziecko było zdrowe. Jednak według całego świata nie byłam w formie. A wszystkiemu winne było moje dupsko.

Doszło do tego, że wychodząc z domu z dzieckiem na spacer miałam wrażenie, że składam się wyłącznie z jednej części ciała zwanej tyłkiem, dodajmy ogromnym tyłkiem, tyłkiem w rozmiarze XXL, tyłkiem, który nie chciał za żadne skarby wcisnąć się w moje dżinsy, które nosiłam przed ciążą. Tyłkiem, który sprawiał, że moja ulubiona spódnica podnosiła się teraz dziwnie z tyłu, jakby ktoś dodał tam windę. Tyłkiem, którym zaczepiałam o półki w supermarkecie przeciskając się z desperacją po puszkę groszku konserwowego, bo mąż miał właśnie imieniny i zawsze z tej okazji robiłam mu domową sałatkę jarzynową. Starałam się jak mogłam, żeby być dobrą żoną i matką, ale i tak wszyscy widzieli we mnie tylko jedno: wielki tyłek, który oznaczał, że nie jestem w dobrej formie.

Kiedy córeczka skończyła roczek, a mój tyłek nadal najbardziej rzucającą się w oczy częścią mojego ciała, zaczęłam zastanawiać się, czy tak to już zostanie. No zasiedział się u mnie najwyraźniej! Chyba było mu u mnie dobrze, za to mi było z nim bardzo źle.

No i w końcu chciałam się za siebie wziąć, wrócić do formy, jak to się mówi, ale okazało się, że i tak mi się to nie opłaci, bo zaszłam w drugą ciążę, tym razem z synkiem, jak się później okazało. No to po co miałam się odchudzać, skoro zaraz miało mi się przytyć? Bez sensu, no nie? Jeszcze jedną krówkę poproszę w takim razie.

A po drugim porodzie było jeszcze gorzej.

Dupsko nie dość, że nie zmniejszyło się samo w cudowny, i jakże oczekiwany przeze mnie sposób, to jeszcze jakoś tak się zasadziło na mnie kwadratowo, jakby patrzyło mi z lustra w twarz mówiąc: No i co mi zrobisz?

Zauważyłam też, że poszło mi w uda, i to znacznie. Jednym słowem porażka na całej linii. Na szczęście synek rósł jak na drożdżach, dużo się śmiał, a ja razem z nim, bo co innego mi zostało.

Któregoś dnia poszłam z dziećmi do mojej mamy. Córeczka zrobiła sobie popołudniową drzemkę w sypialni mamy, a synek miał akurat czas na małe co nieco. Wyjęłam więc z torby słoiczkowego banana przetartego z dodatkami i zaczęłam go karmić. A, że dzieciak od małego lubił wszystko, co dobre to wcinał, aż mu się uszy trzęsły.

- No popatrz tylko, jak on pięknie je! – zawołała moja mama z zachwytem – Aż miło popatrzeć.

I wtedy, słysząc te słowa wypowiadane przez tysiące babć każdego dnia w kierunku swoich wnuków pomyślałam, jaka to niesprawiedliwość jest, że tylko małe dzieci chwalimy za piękne jedzenia. Bo przecież ja też pięknie zjadam. Wszystko, co do ostatniego okruszka. Ale nie, mnie się za to nie chwali, a wręcz odwrotnie, gani się mnie, że nie umiem wrócić do formy.

Taka kolej rzeczy. Najpierw wpychamy dzieciom jedzenie czasem nawet w nadmiarze, a potem uczymy je, jak tego jedzenia sobie odmawiać. Ale na taką chwilę moje dzieci miały jeszcze dobre kilkanaście lat. A póki co, niech sobie jedzą, na zdrowie.

- Jak on cudownie rośnie! – babcia wprost nie mogła od niego oderwać oczu.

 

Tak, mamo, dodałam w myślach, rośnie, rośnie. A ja rosnę razem z nim. Już się boję nawet wchodzić na wagę ze strachu, że skala się skończy niebawem. Nie chciałam tego mówić głośno, no bo co moja biedna matka mogła mi powiedzieć? No co? No, właśnie! Że mam się za siebie wziąć i wrócić do formy. Nikt tu nic nowego nie wymyśli, niestety.

 

Koniec fragmentu powieści. Książka jest do kupienia we wszystkich księgarniach stacjonarnych oraz internetowych. Zapraszamy!

 

 

Małgorzata Mroczkowska

"Od jutra dieta! Zapiski niedoskonałej pani domu"

Oprawa miękka
Liczba stron: 480
Wydawnictwo: Czwarta Strona, 2017

Add new comment

Plain text

  • No HTML tags allowed.
  • Lines and paragraphs break automatically.
  • Web page addresses and email addresses turn into links automatically.
The subscriber's email address.