Skip to main content
Książki

Książka o niezwykłych dziewczynach nie tylko dla dziewczyn

 

Małgorzata Mroczkowska

 

Historie na dobranoc, czyli do czytania przed snem mają to do siebie, że są krótkie i zwięzłe. A jeśli przy okazji możemy z nich dowiedzieć się czegoś ważnego o niezwykłych osobach? Dzisiaj zachęcam wszystkich do sięgnięcia po tę niezwykłą książkę, Goodnight Stories for Rebel Girls .

 

Rodzinka UK

Nie chcę być ciocią ze Skypa.

 

 

Mieszkając za granicą często zastanawiamy się, po co właściwie wyjechaliśmy z kraju? Za czym tak goniliśmy? Z czasem zmieniły się nasze priorytety. To, co wydawało nam się kiedyś spełnieniem marzeń, dzisiaj stało się dla nas zwyczajnością. I tylko jedno pozostaje nierozwiązane: czy to czasy się tak zmieniły, czy my?

Emigracja i nauka języka obcego

Emigracja i nauka języka obcego

 

 

 W zeszłym tygodniu spotkałam się ze znajomą Polką, która tak jak ja mieszka od lat w Londynie. W przerwie między zakupami ubraniowymi dla naszych dzieci, na które się umówiłyśmy usiadłyśmy w kawiarni na szybką kawę.

- Wiesz, miałam takie noworoczne postanowienie – powiedziała wsypując cukier do papierowego kubka.

- Jakie?

- Żeby wreszcie nauczyć się tego angielskiego.

- I co? – zapytałam.

- No właśnie nic – wzruszyła ramionami – Skończyło się jak zwykle tylko na dobrych chęciach.

Znajoma zamieszała kawę plastikową łyżeczką.

- A tak strasznie chciałam, żeby tym razem się udało – stwierdziła ze smutkiem.

- Ale przecież ty mówisz po angielsku!

- Nie pocieszaj mnie. Już ja dobrze wiem, jak znam ten język. Owszem, dogadam się. Rozumiem nawet co do mnie mówią w sklepie, ale kiedy przychodzi do mówienia, to jakaś gula rośnie mi w gardle. No sama powiedz, czy to jest normalne, żeby po tylu latach mieszkania tutaj mieć takie problemy? Przecież ja już powinnam mówić płynnie po angielsku, przynajmniej tak uważa połowa mojej rodziny w Polsce. A tylko ja sama wiem, jaka jest prawda. Siedząc w domu z dziećmi nie mam nawet okazji, żeby się tego języka nauczyć, i żeby go używać. W domu rozmawiamy po polsku, telewizję też mamy polską. No i jeszcze odkąd robię zakupy w polskim sklepie, to nawet możliwość zamienienia dwóch zdań z panią siedząca na kasie w angielskim supermarkecie ograniczyłam do minimum.

Rozmowa z moją znajomą dała mi dużo do myślenia.

Bo przecież w podobnej sytuacji znajduje się bardzo wielu Polaków, a zwłaszcza kobiet, które wychowując dzieci w domu faktycznie mają niewiele okazji do używania języka obcego. Bardzo trudno jest zmienić nawyki. Każdy z nas szybko przyzwyczaja się do takiego modelu życia, jaki jest dla niego najwygodniejszy. A polskim mamom mieszkającym w Wielkiej Brytanii najwygodniej jest robić zakupy w polskim sklepie, spotykać się na placu zabaw z innymi mamusiami z Polski, a wieczorem usiąść przed telewizorem i obejrzeć serial, również w języku polskim. Gdzie tutaj jest możliwość porozmawiania w języku angielskim?

W lepszej sytuacji są oczywiście te kobiety, które mają za mężów Anglików, ale one zwykle znały już ten język zanim poznały kandydata na męża. Jakoś przecież trzeba było się dogadać. W przypadku pełnych rodzin polskich sytuacja nieco się komplikuje.

A przecież brak znajomości języka ogranicza nas prawie tak samo jak brak języka w ogóle. Nie znając angielskiego, nie uczestniczymy w życiu miejscowym, nie oglądamy wiadomości, nie czytamy gazet, ani książek w obcym języku. Ktoś powie, że te same wiadomości może sobie obejrzeć w polskiej telewizji i wyjdzie na to samo. Niby tak, ale polskie wiadomości są nagrywane z polskiej perspektywy. Trudno szukać w nich lokalnych informacji o tym, co dzieje się w naszym miasteczku, czy dzielnicy na wyspach. Czy już sam ten fakt nie ogranicza naszej świadomości? Co wiemy o miejscu, w którym przyszło nam teraz żyć? I nie chodzi tu o wiadomości wyniesione ze szkoły na temat Wielkiej Brytanii, ale o sprawy dnia codziennego, typu kto jest przedstawicielem naszych władz lokalnych, gdzie jest osiedlowy klub kobiet, w którym można uzyskać pomoc, w razie potrzeby?

Nie znając języka nigdy nie będziemy czuły się pewnie ani w przychodni zdrowia, ani w bibliotece. Mało tego, będziemy skazane na korzystanie wyłącznie z polskich placówek, typu polski dentysta, czy lekarz. A trzeba dodać, że korzystanie z nich jest bardzo kosztowne. Moja znajoma zresztą, ta która nadal walczy z nauką angielskiego powiedziała, że ona swoje dzieci nawet szczepi w polskiej klinice i nigdy nie korzysta z angielskiej przychodni. Stać ją, oczywiście, że ją na to stać. Nie ma zresztą innego wyjścia. Paradoksalnie choć przychodnia angielska jest darmowa, nie stać jej na nią. Bo tam trzeba w okienku powiedzieć pani rejestratorce z czym się przyszło, nie mówiąc już o umówieniu wizyty wcześniej przez telefon. Te proste czynności, jak widać przerosły ją, chociaż przecież nie jest ułomna, a powiedziałabym nawet, że jest bardzo inteligentna.

Nasuwa się zatem jeden wniosek: Nie opłaca się na dłuższą metę nie znać angielskiego. Prędzej, czy później każda z takich osób przekona się o tym na własnej skórze. I zamiast biadolić i robić kolejne noworoczne postanowienia bez pokrycia, lepiej znaleźć w swojej okolicy szkołę dla dorosłych (community college) i zapisać się na wieczorowe kursy językowe. Jeśli mamy dzieci w wieku szkolnym, idealnym rozwiązaniem będą kursy prowadzone w godzinach porannych, kiedy nasi mali uczniowie są w tym czasie na lekcjach. Nie ma na co dłużej czekać. Do dzieła!

 

Małgorzata Mroczkowska

Add new comment

Plain text

  • No HTML tags allowed.
  • Lines and paragraphs break automatically.
  • Web page addresses and email addresses turn into links automatically.
The subscriber's email address.