Skip to main content
Wycieczki

Morskie powietrze lekiem na wszystko

 

Czy to możliwe, że morze, nad które z taką radością jeździmy latem miało by mieć na nas również działanie lecznicze? Okazuje się, że tak. Morska plaża to nie tylko rozrywka i wypoczynek. To również balsam dla naszego zdrowia, z którego powinniśmy korzystać jak najczęściej.

Wycieczki

Sady pod Londynem: jedziemy z dziećmi zrywać jabłka

 

Jesień nie może być jesienią bez wycieczki na wieś po owoce i warzywa. To najlepsza forma sobotniego wypoczynku, przynajmniej dla naszej rodzinki. Uwielbiamy świeże powietrze i kontakt z drzewami, a nasz syn może wreszcie wybiegać i wyskakać się ile dusza zapragnie.

Co prawda nie mamy rodziny na wsi, zwłaszcza na wsi pod Londynem ale to dla nas żaden problem. W Internecie można znaleźć farmy, które oferują możliwość samodzielnego zrywania warzyw i owoców.

Oto takie strony:

Kultura

O Polakach mieszkających w Wielkiej Brytanii wciąż mówi się za mało

 

 

Polacy mieszkający w Wielkiej Brytanii wciąż czują się zepchnięci na drugi plan. I chociaż na Wyspach Brytyjskich mieszka prawie 800 tysięcy naszych rodaków, to ciągle nie mają oni Biura do Spraw Kontaktu z Polonią, który ułatwiłby im rozwiązywanie podstawowych problemów. O tych i innych bolączkach nękających Polaków mówiła założycielka portalu mumsfromlondon.com, Małgorzata Mroczkowska w programie informacyjnym telewizji Polsat.

 

Rodzinka UK

Pięć powodów, dla których Polacy wolą mieszkać za granicą

 

 

Małgorzata Mroczkowska

Emigracja ekonomiczna, czyli dobrowolna zmiana miejsca zamieszkania w nadziei na lepsze życie stała się ważnym argumentem w planowaniu przyszłości wielu współczesnych rodzin. Polacy coraz chętniej wyjeżdżają za granicę i nie boją się nowych wyzwań, które niesie ze sobą podjęcie tak trudnej decyzji.

Rodzinka UK

Second hands: Sklepy z używanymi rzeczami na wyspach

 

Życie na wyspach może być bardzo kosztowne. Zwłaszcza dla ludzi dopiero osiedlających się w nowym kraju. Na początku trzeba zainwestować dosłownie we wszystko: nowe meble, dywany, firanki, ale także czajnik i łóżko do spania. Wszystko trzeba przecież kupić. Jak zatem zaoszczędzić?

 

Mamusiu, uważaj w sklepie na oszustów!

Mamusiu, uważaj w sklepie na oszustów!

Nie należę do osób, które po ulicach chodzą z głową w chmurach. Kto mnie zna, ten wie, że raczej twardo stąpam po ziemi. A jednak nawet mnie spotykają sytuacje, o które nigdy bym siebie nie posądzała. 

Raz na jakiś czas, oby rzadziej niż częściej każdy z nas spotyka się z oszustwem. I nie zawsze chodzi o osobę, która nas wykiwała. Bywa, że oszustwem okazuje się zakup jakiegoś przedmiotu, na przykład zamówiona przez internet sukienka, która na zdjęcia wyglądała wspaniale, a po otworzeniu paczki okazała się rozczarowaniem. 

Jednak sytuacja, która spotkała mnie w jednym z supermarketów w Londynie była nieco inna. Postanowiłam ją opisać, aby dać nam wszystkim do myślenia i ostrzec inne zapracowane tak jak ja matki, przed prostym oszustwem, jakiego dopuścił się pracownik sklepu, w którym robiłam zakupy.

Niby zwyczajna sytuacja: matka z dziećmi przy kasie w supermarkecie. Do tego dodajmy ważny element, który jak się później okazało zaważył na oszustwie: dzieci były rozbrykane i głośne. I ja, jako odpowiedzialna matka zwracałam dzieciom cały czas uwagę. Między wypakowywaniem z koszyka sera żółtego i siatki z pomidorami uciszałam je, w końcu musiałam na chwilę odejść od kasy, bo jedno z dzieci upadło na podłogę potrącone przez drugie dziecko. Pan na kasie uśmiechał się w tym czasie do mnie sympatycznie, zagajał rozmową tłumacząc, żebym niczym się nie przejmowała, że moje dzieci są takie słodkie, że aż miło popatrzeć. Przyznam, że kamień spadł mi z serca. W końcu każda matka woli słyszeć dobre rzeczy o swoich dzieciach zwłaszcza od obcych, zwłaszcza od pana na kasie, który jest bardzo zajęty i pracuje.

 I tak, z pogodnym uśmiechem zapłaciłam kartą za zakupy i pożegnawszy się z miłym panem na kasie zebrałam zakupy do siatki, dzieci do kupy i udaliśmy się na parking, żeby owe zakupy zapakować do bagażnika. I wtedy wpadł mi w rękę rachunek, na który przyznaję nigdy nie zwracam uwagi, żeby się nie denerwować. Tego dnia jednak weszłam do sklepu tylko po kilka rzeczy, typu ser, pomidory, mleko i coś słodkiego do kawy. Na rachunku widniała suma: dwanaście funtów! Pomyślałam: ale jak to? Przecież to chyba za dużo…?

I kiedy moje dzieci walczyły z drzwiami samochodu i prowadziły walkę o to, które pierwsze wgramoli się do środka, powiedziałam:Stop! Nie pakujcie się. Wracamy do sklepu! W odpowiedzi usłyszałam gromki Hurra!Dzieci, a przynajmniej moje dzieci uwielbiają wizyty w supermarketach, a zwłaszcza przejażdżkę ruchomymi schodami.

Wracaliśmy do sklepu, gdyż na moim rachunku widniał dziwny dodatek, pod tytułem czteropak jogurtów z ekologicznego mleka i owoców egzotycznych w cenie…3.99! Wiadomo, że jako oszczędna pani domu nigdy w życiu nie kupiłabym w tej cenie tylko czterech opakowań jogurtu, choćby był z mleka od królewskiej krowy, która pasie się na łące pod Buckingham Palace. Zwykle w tej cenie kupuję zgrzewki jogurtów, którymi najada się cała moja rodzina. Zresztą nie o jogurt tu chodziło, ale o fakt, że miły pan na kasie wykorzystał fakt, że matka zajęta jest maluchami i nie ma głowy do kontrolowania tego, co pan wbija sobie na kasie. 

Nie wiem, czy mam rację, ale doszłam do wniosku, że ten pan w taki prosty sposób nabija sobie na kasie zakupy dla siebie. Jednej pani dodał jogurty, innej mógł dodać bułeczkę, a komuś tam szyneczkę. I w ten sposób ma zakupy dla siebie za darmo. A, że jest bardzo miłym sprzedawcą, to nikt nie pomyśli nawet o skardze na tego pana.

Niestety, trafiła kosa na kamień. Wkurzyłam się i wróciłam do tego pana. I kiedy moje oczy zobaczyły, że kasa, którą obsługiwał była już zamknięta, aż się we mnie zagotowała. Miły pan właśnie szedł na przerwę, jak się domyślam podczas której miał zamiar skonsumować jogurty, za które nie zapłacił. Krzyknęłam za nim dokładnie w chwili, kiedy trzymał już rękę na klamce drzwi na zaplecze.

Co ciekawe, na mój widok, od razu wiedział, o co chodzi. Nie musiałam mu niczego tłumaczyć, nie musiałam nawet pokazywać rachunku. Kiedy pani odeszła od kasy, od razu zrozumiałem, że nabiłem dla pani za dużo, ale nie zdążyłem już pani dogonić…, powiedział otwierają kasę. Kłamał, bo gdyby chciał mnie gonić, spokojnie znalazłby mnie na parkingu. Nie zrobił tego, bo pewnie to nie był jego pierwszy raz. Owszem, przeprosił mnie, nawet coś tam bąknął, że miał grypę i że to jego pierwszy dzień w pracy po chorobie. Biedaczek.

Ciekawe ilu takich „biedaczków” działa bez przerwy w innych sklepach, i o ilu nawet nigdy się nie dowiem, bo przy dużych zakupach nie chce mi się śledzić drobnych linijek na rachunku?

 

Małgorzata Mroczkowska

Add new comment

Plain text

  • No HTML tags allowed.
  • Lines and paragraphs break automatically.
  • Web page addresses and email addresses turn into links automatically.
The subscriber's email address.