Skip to main content
Rodzinka UK

Jak wygląda chrzest w Anglii?

 

Jak zorganizować chrzest na obczyźnie? Czy angielscy księża udzielą  chrztu dziecku, którego rodzice nie mają kościelnego ślubu? Ile taka ceremonia kosztuje? Dziś postaramy się odpowiedzieć na wszystkie pytania nurtujące rodziców  przyszłych katolików.

 

Porady

Bez dachu nad głową w Anglii: gdzie szukać pomocy?

 

Co zrobić, jeśli nagle opuścił nas partner, a co gorsza wyrzucił z domu? Gdzie szukać pomocy dla siebie i dzieci, kiedy zostaliśmy z dnia na dzień bezdomni?

Status osoby bezdomnej brzmi strasznie, ale musimy zdać sobie sprawę z tego, że w kraju takim jak Wielka Brytania uznanie za osobę bezdomną wbrew pozorom pomoże nam w nalezieniu domu.  Council ma 28 dni na udzielenie pomocy osobie, która nagle i niespodziewanie straciła dach nad głową. Czy jednak ktoś taki otrzyma dom, czy nie zależy od bardzo wielu warunków, które należy spełnić.

Porady

Najłatwiejsze pączusie na tłusty czwartek

 

Tłusty czwartek to tradycyjne polskie święto, kiedy smażymy tłuste, kaloryczne potrawy. Tego dnia można darować sobie dietę, bo nie wypada odmówić pączka, zwłaszcza jeśli jest domowy.

W tłusty czwartek na stołach królują faworki, zwane też w niektórych regionach Polski chrustem, oraz pączki. Do cukierni ustawiają się wtedy gigantyczne wprost kolejki i to już od samego rana, bo tradycja nakazuje przynieść pyszne pączki do pracy.

Porady

Znalazłam telefon na ulicy, czyli krótka historia dająca wiele do myślenia

 

To był zwyczajny, szary dzień, jaki zdarza się każdej matce odprowadzającej swoje dziecko do szkoły. Po odstawieniu dziecięcia do placówki, do której uczęszcza od lat kilku, udałam się w kierunku swojej pracy. Tak się składa, że idąc na przystanek mijam szkołę średnią. I akurat tego dnia właśnie zauważyłam leżący na chodniku telefon.

Telefon był taki sam jak mój, ten sam model. Rozejrzałam się, ale nie było nikogo oprócz mnie. Było już dobre kilkanaście minut po dzwonku, ulica ucichła od dzieciaków, które zniknęły za bramą szkoły na południu Londynu.

O chorowaniu rodzinnym jesienią, czyli kto dziś stawia… bańki?

O chorowaniu rodzinnym jesienią, czyli kto dziś jeszcze stawia… bańki?

W zeszłym tygodniu przez naszą rodzinę przeszedł istny tajfun. Zaczęło się oczywiście od młodego, który jako pierwszy przywlekł choróbsko do naszego domu. A potem wirus jesienny zamieszkał w organizmie każdego domownika równo po dwie doby.

Początek był straszny: wymioty w środku nocy, biegunka, gorączka i takie tam. Najgorszy jest szok, bo człowiek nie wie, co się dzieje i podejrzewa absolutnie wszystko, ze świnką, szkarlatyną i białaczką na czele. No bo przecież wszystko może się zdarzyć, prawda?

Gdzieś tak nad ranem zmieniając kolejne prześcieradło zaczęłam układać w głowie plan na następny dzień: czy zacząć od wizyty w aptece w celu uzupełnienia paracetamolu, czy raczej od razu dzwonić do przychodni, żeby umówić wizytę? Stanęło na tym drugim. Byliście już w sytuacji, kiedy siedzicie przy telefonie i czekacie, kiedy wybije godzina otwarcia przychodni i wyłączą tę cholerną automatyczną sekretarkę? No więc siedziałam i czekałam. I się doczekałam. Nie, nie umawiałam wizyty dla dziecka, bo wiedziałam, że z grypą nie ma co im głowy zawracać, zresztą i tak przepisaliby nam paracetamol. Umówiłam wizytę dla męża, którego wirus umiejscowił się w lewym uchu i tak go bolało przez całą noc, że nie dość, że ogłuchł, to jeszcze z bólu się zwijał.

Męża załatwiłam w trzy godziny, bo tyle musiał czekać na wizytę u lekarza, który przepisał mu krople z antybiotykiem (chyba) do ucha. I kiedy sytuacja wydawała się już opanowana, dziecko wracało do zdrowia, a mąż nawet włączył sobie jakiś serial ze strzelaniem, to właśnie wtedy poczułam głośne wiercenie w brzuchu. Wierciło mnie tak, że przysięgam ledwie dobiegłam do toalety. Matka zachorowało jako ostatnia, wiadomo. Męczyło mnie przez dwie doby, mąż przynosił mi do łóżka herbatkę ziołową, a syn, już całkiem zdrowy pytał, czy teraz boli mnie tak samo mocno, jak jego trzy dni wcześniej. Kiwałam głową, która rozpalona gorączką podsuwała mi różne myśli.

Przyśniła mi się nawet moja własna mama, która zawsze w podobnych sytuacjach biegła do mnie z termometrem w ręku. Takim tradycyjnym z rtęcią, co to trzeba było pod pachą przetrzymać dobre dziesięć minut. Nie to co teraz, wystarczy do ucha wsadzić i po sprawie, albo przyłożyć do czoła i już widać temperaturę. Kiedyś nawet mierzenie temperatury było wysiłkiem, zwłaszcza, kiedy było się dzieckiem i miało się gorączkę. I tak sobie pomyślałam, że dzisiejsze dzieciaki pojęcia nie mają o tym, jak się kiedyś chorowało. Paracetamolu też chyba nie było, tylko polopiryna i … czosnek! Babcia, jak tylko zwiedziała się, że ktoś w rodzinie chory to od razu przybywała z odsieczą. Przywoziła słoik miodu koniecznie spadziowego, grzała mleko, które tymże miodem słodziła. A na deser częstowała pajdą chleba z masłem, surowym czosnkiem pokrojonym w plasterki i suto posypanym solą. I trzeba było to zjeść, bo babcia na straży siedziała na brzegu łóżka i pilnowała, czy chorowitek aby wszystko z talerza wyczyścił. Tak się dawniej chorowało. A babcia robiła za najlepszego lekarza i jeszcze powtarzała, że czosnek to najlepszy antybiotyk, bo naturalny i bez recepty. Śmierdziało się tym czosnkiem potem przez kilka dni i zawsze broniłam się rękami i nogami przez tym wynalazkiem. Podobnie zresztą, jak przed bańkami. Już sam widok płomienia wkładanego do środka bańki przerażał mnie! Nienawidziłam stawiania baniek, nie mogłam znieść, kiedy stawiali je na plecach kogoś z domowników i sobie też nie pozwalałam ich stawiać. A babcia uważała, że to najlepsze lekarstwo na gorączkę i kaszel.

Czy ktoś dzisiaj jeszcze stawia bański i w dodatku dzieciom?

Teraz mamy inne metody leczenia przeziębień i wirusów. Na wszystko jest paracetamol. A jeśli ktoś nadal wierzy w czosnkową moc to może sobie kupić czosnek w tabletkach i ma gwarancję świeżego oddechu. Żyć, nie umierać, prawda?

I oby wirusy wszelakie trzymały się od nas jak najdalej. Przynajmniej do wiosny!

 

Małgorzata Mroczkowska

Add new comment

Plain text

  • No HTML tags allowed.
  • Lines and paragraphs break automatically.
  • Web page addresses and email addresses turn into links automatically.
The subscriber's email address.