Skip to main content
Kultura

Andrzejki, czyli dlaczego w zapomnienie odchodzą dawne zwyczaje i zabawy Polaków?

 

Zastanawialiście się kiedyś dlaczego Polacy tak hucznie przejęli zwyczaje Halloweenowe, a tak szybko zapominają o naszych tradycyjnych, równie kolorowych tradycjach? Dlaczego kopiujemy innych?

Wróżby andrzejkowe to stara polska tradycja, która wydaje mi się odchodzi powoli w zapomnienie. Dlatego tym bardziej powinnismy o tym zwyczaju mówić, bo być może za kilka lat nikt już nie będzie o nim pamiętał.

I zanim zaczniemy zbierać cukierki w kolejny Halloween, sięgnijmy pamięcią do naszych zwyczajów.

Wycieczki

Wycieczki z dziećmi. Odkrywamy historię Londynu w Museum of Docklans

 

Jeśli nie macie co robić w deszczowy, zimny dzień, to polecamy wycieczkę na Canary Wharf w Londynie do Museum od Docklands. Dzieci będą zachwycone.

Muzeum jest w pełni przystosowane do małych dzieci, które z całą pewnością nie będą się w nim nudzić. Już na parterze przywita nas sala, w której zorganizowany jest interaktywny plac zabaw. Można na nim nawet zamienić się w małego budowniczego, przebrać się w strój murarza i pchać taczkę załadowaną cegłami. Jednak w przeciwieństwie do prawdziwych cegieł, te z placu w muzeum są leciutkie.

Rodzinka UK

Czy w Londynie da się żyć z dzieckiem?

 

Takie pytanie pewnego dnia zadała mi w pracy koleżanka. Początkowo trochę się zdziwiłam, a potem dotarło do mnie, że przecież zanim sama urodziłam tu dziecko, to też wydawało mi się, że tym piekielnym mieście nie da się „normalnie” wychować dziecka.

Konsumpcjonizm nasz codzienny

Konsumpcjonizm nasz codzienny

 

 

Na dwa dni przed Wielkanocą weszłam do polskiego sklepu w Londynie, żeby kupić dziecku baranka cukrowego do koszyczka. Skończyło się na tym, że po drodze moją uwagę przykuła biała kiełbasa, bez której żurek nie byłby już tak smaczny, i pasztet z gęsi, i ćwikła i karpatka. Skończyło się na tym, że pani na kasie powiedziała do mnie mniej więcej tak: „Czterdzieści osiem funtów”.

W pierwszej chwili nie mogłam uwierzyć w cenę tego baranka.

 

Wyszłam ze sklepu z rękami do samej ziemi. Siaty pełne dobra prosto z Polski. Wszystko dla rodziny, dla dzieci chowanych codziennie na angielskich tostach. Niech mają, niech znają chociaż taki smak ojczystego chleba, że tak powiem odświętny.

I idąc z powrotem do domu, z tymi siatami, minąwszy na chodniku procesję wielkopostną składającą się z Anglików niosących drewniane krzyże i śpiewających o radości Wielkanocnej ucho w jednej z siatek mi się urwało. Na szczęście do samochodu miałam zaledwie dwa kroki. A kiedy już wszystkie te kiełbasy i pasztety zapakowałam do bagażnika, to gdzieś tak między siedzeniem, a kierownicą stanął mi przed oczami taki oto obrazek: szare, puste ulice. I półki sklepowe puste. Gdzie ja to widziałam?, pomyślałam. I po chwili przypomniało mi się.

Otóż ostatnio oglądałam jeden z odcinków serialu „W labiryncie”. Stare to, ale nadal dobre. Wiadomo, pierwsza polska telenowela. Jakby tego było mało, zobaczyłam przy okazji odcinek serialu „Pięć dni z życia emeryta” z niezapomnianym, wspaniałym polskim aktorem, Edwardem Dziewońskim. Co łączy te seriale, zapytacie? Ano właśnie te szare, bure wręcz ulice tej naszej Polski. Za każdym razem, kiedy oglądam coś z tamtych lat, staram się patrzeć jakby za ramiona aktorów, oglądam tamtejszy klimat jaki panował w mieście. Oczu oderwać nie mogłam o tamtych ludzi, którzy szli na przystanek. Prawie wszyscy ubrani byli w grube kożuchy. Taka moda była, a może tylko to mogli dostać? I co ciekawe, nikt nie szedł ulicą z siatkami. Nikt! W ani jednej scenie, no może poza jednym panem, który wysiadł z tramwaju z siatką dzierganą ze sznurka, w której to siatce dyndała mu jedna kostka masła, albo smalcu. Uwierzycie, że nikt nie nosił zakupów? Nikt nie dźwigał siatek pełnych pyszności. Ludzie szli do pracy, albo z pracy, spieszyli się do domu na obiad. Po drodze nikt nic nie kupował, bo zwyczajnie nic nie było. W tamtych czasach, co pokazuje rzeczywistość wspomnianych wyżej seriali mięso kupowało się od tak zwanej baby, która krążyła po biurowcu oferując kiełbasę i karkówkę. A jeśli ktoś miał ochotę kupić coś w sklepie, to też trzeba było zatrudnić tak zwanego stacza, który odstał kilka godzin w kolejce zanim dopchał się po kawałek salcesonu, czy innej wątrobianki. O wątrobiance, której smaku na szczęście nie znam wspomina jedna z postaci w serialu. Ludzie w tamtej Polsce nie kupowali po drodze z pracy, tak jak my teraz, bo nic nie było. Ja w ogóle nie mam pojęcia, jak kobiety były w stanie wyżywić rodzinę, jak one to organizowały?

Okazuje się, że w kolejki wysyłane były głównie babcie emerytki, które miały na to czas. Dobrze było mieć też w rodzinie małe dziecko, bo kobietę z dzieckiem na ręku należało przepuścić w kolejce.

Obiecałam sobie, że muszę pewnego dnia pokazać te seriale moim dzieciom. Co ja im będę opowiadać? Przecież sama tamte szare czasy ledwo pamiętam. Niech zobaczą na taśmie filmowej, jak było naprawdę. Niech zobaczą, jak wyglądały puste półki w sklepach. Może wtedy inaczej spojrzą na dzisiejsze zakupy?

Żyjemy w czasach niezwykle konsumpcyjnych. Mamy wszystko podstawione pod nos, z dowozem do domu. Kupujemy za dużo i za często. Badania pokazują jasno, że połowę żywności wyrzucamy, a druga połowa niepotrzebnie odkłada nam się pod postacią nadmiernej tkanki tłuszczowej. I odmówić sobie niczego nie umiemy. Ani sobie, ani naszym dzieciom. I ponoć odwrotu z tej drogi już nie ma, bo człowiek jest po prostu pazerny. Skoro może coś mieć, to wyciąga po to rękę. Nie będzie sobie odmawiał, nie będzie szedł na dietę. Każdy lubi jeść, a Polak lubi zjeść dobrze, czyli dużo.

W tym roku postanowiłam przygotować Wielkanocne posiłki o połowę zmniejszone niż rok temu. Nikt nie będzie dojadał sałatek i wpychał na siłę w siebie kiełbasy w myśl zasady, lepiej odchorować, niżby miało się zmarnować. To dopiero kropla w morzu potrzeb, ale może tym małym kroczkiem uda mi się jakoś zmniejszyć ten nasz domowy konsumpcjonizm? Jestem przerażona za każdym razem, kiedy widzę rachunek przy kasie w supermarkecie. Naprawdę, aż tyle nam potrzeba do jedzenia? Przejadamy straszne sumy. Warto to zmienić. Czego nam wszystkim życzę.

 

Małgorzata Mroczkowska

Post pochodzi z mojej strony autorskiej: https://malgorzatamroczkowska.wordpress.com/2017/04/14/konsumpcjonizm-nasz-codzienny/

Add new comment

Plain text

  • No HTML tags allowed.
  • Lines and paragraphs break automatically.
  • Web page addresses and email addresses turn into links automatically.
The subscriber's email address.