Skip to main content
Porady

Co matka robi, kiedy ma wolną sobotę? Sprząta

 

 

Czy wy też tak macie, czy tylko mnie to dopadło? Co za durna ja! Zamiast korzystać z danej mi chwili wolności, zamiast ogarnąć paznokcie i wziąć się za siebie w końcu, to zaczęłam ogarniać mieszkanie. Bo przecież mieszkanie, to ja!

 

No więc stało się to w ostatnią sobotę. Wszyscy wybyli do kina. Beze mnie, bo mnie kreskówki na dużym ekranie wyjątkowo mało kręcą, niestety. Na szczęście mąż lubi, więc już dawno zostało ustalone, że to on dziatwę zabiera do kina.

Wychowanie

Czy istnieją brzydkie dzieci?

 

Pamiętacie swoje podejście do obcych dzieci, zanim sami zostaliście rodzicami? Ja niestety pamiętam, zwłaszcza jedną sytuację i przysięgam, że najlepiej wyrzuciłabym to z mojej pamięci na zawsze. Ze wstydu….

Zdrowie

Kiedy do logopedy? Obalamy mity.



Rodzice i opiekunowie dzieci często zastanawiają się nad tym, czy ich dziecko rozwija się prawidłowo. W tym celu konsultują się z rodziną, znajomymi mającymi dzieci w podobnym wieku, a czasem szukają odpowiedzi na formach internetowych. 

O ile kwestie związane z rozwojem fizycznym dziecka łatwiej jest zweryfikować, ponieważ wizyty u lekarzy są wpisane w opiekę nad nim, to obszar związany z rozwojem mowy nie jest już taki jednoznaczny. Niestety, większość najczęściej powtarzających się wypowiedzi, to szkodliwe mity.

O Brexicie pod bramą szkolną

O Brexicie pod bramą szkolną w Londynie

 

 

Stojąc pod szkołą mojego syna na południu Londynu codziennie patrzę na różnorodność ludzi, którzy tak jak ja opuścili kiedyś swój kraj, by osiedlić się w Wielkiej Brytanii. Zawsze zresztą wydawało mi się, że państwo to już w swej nazwie sugeruje nam, że jest w stanie pomieścić wiele kultur. W końcu to jest Wielka, a nie Mała Brytania. Czy po Brexicie miałoby się coś w tej kwestii zmienić?

- Wszystko się zmieni – mówi do mnie mama siedmioletniego Portugalczyka – I nie tylko dla nas, emigrantów, ale też dla nich samych. Brytyjczycy też już nie będą tacy sami jak dawniej. Teraz, kiedy tak oficjalnie opowiedzieli się za odłączeniem od Unii Europejskiej nie będą mieć najmniejszych oporów, żeby nas stąd wyrzucić.

Przykro słucha się takich opinii, zwłaszcza pod bramą szkolną, ale taki jest właśnie głos mieszkających tu Europejczyków, którzy po Brexicie poczuli się być może pierwszy raz w życiu, że nie są już u siebie.

- Czujesz, że nie jesteś u siebie? – pytam młodą Polkę, która mieszka w Londynie od czterech lat.

- Nigdy nie czułam się w Anglii, jak u siebie – mówi kołysząc wózek ze swoim maleńkim dzieckiem – No, ale teraz po tym całym Brexicie to tutaj jest strasznie. I chociaż moje dzieci tu się teraz wychowują, a młodsze nawet tu się urodziło, to ja wiem, że to nigdy nie będzie nasz dom. Nie po tym referendum. A przecież my nic złego im nie zrobiliśmy, wręcz przeciwnie.

- Mówi się, że zabieramy im pracę, że nie chcą więcej emigrantów – podpowiadam, bo takie były hasła wyborcze zwolenników wyjścia z  UE.

- Jakich emigrantów? – oburza się moja rozmówczyni – Czy pani jest emigrantką? Albo ja? Wmówili nam, że jesteśmy emigrantami, a my żyliśmy w kraju należącym do jednej, europejskiej rodziny. Ja nie byłam tu emigrantem. Ja po prostu zmieniłam miejsce zamieszkania i pracy. Teraz, to co innego. Teraz jestem przybyszem z Unii Europejskiej, z której UK właśnie wyszło.

- Ma pani rację.

- A co do pracy, to ciekawe, że Anglicy jakoś się do niej wcale nie wyrywają, zwłaszcza do tej najbrudniejszej, na farmach, gdzie od bladego świtu trzeba wycinać sałatę, albo marchewkę. Oni wolą siedzieć w domu na zasiłkach. Zresztą dobrze się stało. Zobaczymy, kto będzie teraz pracował.

Zastanawiam się głośno nad tym, jak wielu Polaków i innych obywateli państw Unii zamierza teraz wyjechać z UK na stałe.

- Nie wiem, jak Francuzi, czy Włosi, ale Polacy raczej podziękują za współpracę. Trzeba mieć honor! – mówi ojciec pięcioletniej Polki – Bo to właśnie nam dostało się najbardziej. To pod naszym adresem były te wszystkie ulotki, że niby mamy wracać do siebie. Za rozrzucanie takich rzeczy, powinno się iść do więzienia. Może to, by ich czegoś nauczyło. Pani wie, że nawet  córka moich znajomych w dzień po referendum, a to był piątek wróciła ze szkoły z płaczem.

- Dlaczego?

- Bo jej koledzy się zapytali, czy już się pakuje i dziecko myślało, że oni pytają się o wakacje, bo oni zawsze do Polski jeżdżą. A im chodziło przecież o powrót na stałe, o wyjazd stąd, pani rozumie? I takie małe dzieciaki już to wiedzą, to pani się domyśla, o czym w tych ich domach angielskich się rozmawia przy obiedzie. Dzieci przecież sobie tego nie wymyśliły same.

- To straszne – mówię – Powinni zgłosić to na policję i do dyrektora szkoły.

- Pani, a co to zmieni? – mężczyzna macha ręką – Oni są u siebie. A my jesteśmy tu tylko emigrantami.

Muszę przyznać, że ta rozmowa wiele dała mi do myślenia. Ja również, tak jak moi rozmówcy po raz pierwszy od przyjazdu do Londynu dwanaście lat temu poczułam się tu jak emigrantka. Wcześniej tak o sobie nie myślałam. W końcu mieszkaliśmy w jednej wielkiej, europejskiej rodzinie. Po Brexicie wiele się zmieni. I nie sądzę, by Anglia była kiedykolwiek taka jak dawniej.

 

 

Małgorzata Mroczkowska

 

Add new comment

Plain text

  • No HTML tags allowed.
  • Lines and paragraphs break automatically.
  • Web page addresses and email addresses turn into links automatically.
The subscriber's email address.