Skip to main content
Porady

Co matka robi, kiedy ma wolną sobotę? Sprząta

 

 

Czy wy też tak macie, czy tylko mnie to dopadło? Co za durna ja! Zamiast korzystać z danej mi chwili wolności, zamiast ogarnąć paznokcie i wziąć się za siebie w końcu, to zaczęłam ogarniać mieszkanie. Bo przecież mieszkanie, to ja!

 

No więc stało się to w ostatnią sobotę. Wszyscy wybyli do kina. Beze mnie, bo mnie kreskówki na dużym ekranie wyjątkowo mało kręcą, niestety. Na szczęście mąż lubi, więc już dawno zostało ustalone, że to on dziatwę zabiera do kina.

Wychowanie

Czy istnieją brzydkie dzieci?

 

Pamiętacie swoje podejście do obcych dzieci, zanim sami zostaliście rodzicami? Ja niestety pamiętam, zwłaszcza jedną sytuację i przysięgam, że najlepiej wyrzuciłabym to z mojej pamięci na zawsze. Ze wstydu….

Zdrowie

Kiedy do logopedy? Obalamy mity.



Rodzice i opiekunowie dzieci często zastanawiają się nad tym, czy ich dziecko rozwija się prawidłowo. W tym celu konsultują się z rodziną, znajomymi mającymi dzieci w podobnym wieku, a czasem szukają odpowiedzi na formach internetowych. 

O ile kwestie związane z rozwojem fizycznym dziecka łatwiej jest zweryfikować, ponieważ wizyty u lekarzy są wpisane w opiekę nad nim, to obszar związany z rozwojem mowy nie jest już taki jednoznaczny. Niestety, większość najczęściej powtarzających się wypowiedzi, to szkodliwe mity.

Powrót do Polski z mężem…Anglikiem. Czy to w ogóle jest możliwe?

Powrót do Polski z mężem…Anglikiem. Czy to w ogóle jest możliwe?

 

 

Taki oto dylemat ma jedna z moich znajomych. Po dziesięciu latach życia w Wielkiej Brytanii zaczęła poważnie zastanawiać się nad powrotem do swojej ojczyzny. Dlaczego tak późno, zapytacie. Jak to mówią, lepiej późno, niż wcale.

„Dziesięć lat temu wszystko było inne”, podkreśla „Byłam młoda i wydawało mi się, że potrafię góry przenosić. A teraz zrobiłabym wszystko, żeby zostawić te góry w spokoju i sama się do nich przenieść, niż je przenosić”.

Kiedy wychodziła za mąż była najszczęśliwszą osobą na świecie. Jej brytyjski mąż świata poza nią nie widział. Poznała jego rodzinę i pokochała jak swoją. Potem na świat przyszły ich dzieci. Wszystko toczyło się swoim torem, spokojnie i bez nerwów. I dopiero, kiedy straszy syn rozpoczął szkołę, zaczęła zastanawiać się nad przyszłością swoją i swojej rodziny w tym kraju. Dotarło do niej, że jej dzieci nie będą uczone w szkole polskiej historii, tylko brytyjskiej, że nikt nie zrobi im dyktanda, i że jeśli sama nie nauczy synów wierszyka „Chrząszcz brzmi w trzcinie”, to nikt inny ich tego nie nauczy. Oczywiście brała pod uwagę zapisanie dzieci do polskiej szkoły sobotniej, ale to nie rozwiązywało by problemu, tak przynajmniej jej się wydawało.

I tak, po dziesięciu latach narastały w niej wątpliwości. Teraz, kiedy młodszy syn także zaczął szkołę, jest wewnętrznie rozbita. Z jednej strony czuje, że jeśli wyjeżdżać, to jak najszybciej, zanim dzieci zawiążą pierwsze poważne przyjaźnie szkolne. Z drugiej jednak strony, zaczęła obawiać się, czy w polskiej rzeczywistości odnajdzie się jej brytyjski małżonek. O dzieci nie bała się wcale, bo w końcu są w połowie Polakami i mają słowiańską duszę po matce. Ale mąż? Przecież on w życiu nie nauczy się polskiego! I co niby miałby robić w Polsce? Zawód, który wykonuje w Anglii nie będzie możliwy do przeniesienia na polski rynek ze względu na barierę językową. Jedyne, co przyszło jej do głowy to zmuszenie męża do tego, by uczył angielskiego w Polsce. Niestety, okazało się to niewypałem, bo po pierwsze do tej pracy też trzeba mieć uprawnienia, a po drugie trzeba mieć naturę pedagoga, czy nauczyciela, a tego jej mąż nie posiada.

Póki co, mąż do samej idei wyjazdu do Polski na stałe podchodzi z dystansem. Szczerze mówiąc liczy na to, że jego żona zmieni zdanie i zechce zostać w Anglii na stałe. Polska nie jest dla niego krajem, w którym mógłby żyć, co do tego jest absolutnie pewny. Z drugiej strony moja znajoma, a jego żona nie chce zestarzeć się w Anglii, co więcej, chce wychować dzieci w polskiej, a nie brytyjskiej tradycji.

„Sama jestem zaskoczona taką zmianą”, mówi „Nigdy bym siebie nie podejrzewała o taką zmianę nastawienia. Może to przychodzi z wiekiem?”.

Najgorsze w całej sytuacji jest to, że nikt nie potrafi jej doradzić. To poważna decyzja, którą musi podjąć sama wraz ze swoim mężem, oczywiście. Wydaje się, że nie ma tu dobrego rozwiązania, że jakąkolwiek decyzję podejmą, to jedna strona będzie skrzywdzona.

Czas pokaże, co zrobią. Jedno jest pewne, w życiu, choćbyśmy nie wiadomo jak planowali i układali klocki, które los przed nami rozsypał, to i tak niczego nie da się zaplanować i być pewnym na sto procent. Ciągle musimy być przygotowani na zmiany i co najgorsze, musimy znajdować wyjście z każdej sytuacji. Bo przecież życia nie da się zatrzymać. Trzeba iść dalej, nieważne co.

A może czasem warto zaufać losowi i to jemu oddać w ręce wszystkie decyzje? Jak to leciało? Co ma być, to będzie.

 

Małgorzata Mroczkowska

Add new comment

Plain text

  • No HTML tags allowed.
  • Lines and paragraphs break automatically.
  • Web page addresses and email addresses turn into links automatically.
The subscriber's email address.