Skip to main content
Rodzinka UK

Ratunku! Moje dziecko nie chce mówić po polsku.

 

Co zrobić w sytuacji, kiedy nasze dziecko wychowywane w polskiej rodzinie za granicą nie chce mówić w naszym ojczystym języku? Problemy z mówieniem w języku polskim mają najczęściej małe dzieci, które dopiero zaczynają swoją przygodę z dwujęzycznością.

Wychowanie

Czy małe dziecko poradzi sobie w angielskiej szkole?

 

W Wielkiej Brytanii dzieci idące do szkoły często są bardzo małe, bo zaledwie czteroletnie. Dla polskiego rodzica jest to szokujące, bo przecież w tym wieku w Polsce dzieci spacerują do przedszkola, a nie do szkoły. Jak zatem nie wpadać w panikę i nie zamęczać się pytaniami o to, czy nasz maluch poradzi sobie w szkole? Matki przeraża zwłaszcza informacja o ilości godzin. Faktycznie, szkoła to nie przedszkole i dzieci bez względu na wiek i gotowość spędzają w niej równe 6 godzin. Czy to nie przesada sadzać do ławki takiego szkraba? Okazuje się, że nie.

Porady

Autyzm w Wielkiej Brytanii część I: jaką szkołę wybrać dla dziecka z autyzmem?

 

 

Wybór szkoły dla dziecka z Zespołem Aspergera, autyzmem lub z ASD (zespół zaburzeń autystycznych) jest dla polskich rodziców niezwykle stresujący. Nie tylko musimy zwracać uwagę na wysoką jakość usług, jakie oferuje konkretna szkoła ale również na środowisko, w którym będzie się uczyło dziecko z autyzmem. Jak wybrać najlepszą szkołę i czym kierować się przy jej wyborze? Dziś rozpoczynamy serię artykułów, w których  postaramy się odpowiedzieć na wszystkie pytania.

Rodzinka UK

Bazary staroci w Londynie. Lista car boot sale z adresami

 

Dzisiaj prezentujemy listę najbardziej popularnych bazarów w Londynie. Na car Boot Sale można kupić różności z domu, czasem można upolować antyki, często ubrania i zabawki, oraz książki. I wszystko za grosze.

Na niektóre bazary wstęp jest darmowy, na inne trzeba zapłacić, przy czym cena jest wyższa, kiedy przychodzimy z samego rana, kiedy rzeczy jest najwięcej do wyboru.

Porady

Bez dachu nad głową w Anglii: gdzie szukać pomocy?

 

Co zrobić, jeśli nagle opuścił nas partner, a co gorsza wyrzucił z domu? Gdzie szukać pomocy dla siebie i dzieci, kiedy zostaliśmy z dnia na dzień bezdomni?

Status osoby bezdomnej brzmi strasznie, ale musimy zdać sobie sprawę z tego, że w kraju takim jak Wielka Brytania uznanie za osobę bezdomną wbrew pozorom pomoże nam w nalezieniu domu.  Council ma 28 dni na udzielenie pomocy osobie, która nagle i niespodziewanie straciła dach nad głową. Czy jednak ktoś taki otrzyma dom, czy nie zależy od bardzo wielu warunków, które należy spełnić.

Przepraszam, ale ja stałam przed panią…

Przepraszam, ale ja stałam przed panią…

 

 

Tego dnia byłam zmęczona.

Padałam z nóg, jak to się mówi. Wracałam z pracy, jak większość ludzi o tej porze dnia. Odebrałam dziecko z przedszkola i prędziutko do domu, żeby wreszcie wyciągnąć się na kanapie. Ale zanim miał nastąpić ten radosny moment, trzeba było jeszcze przygotować obiad dla starszego dziecka, które wróciło już ze szkoły i głodne rzuciło się zapewne na lodówkę. Mąż też przyczłapie ze swojego biura za chwil kilka i też będzie głodny! Boże, dlaczego w moim domu wszyscy są zawsze głodni? Czy w innych domach, też tak jest, czy tylko w moim?

A, że zaczynało właśnie kropić, to tym chętniej zaproponowałam synkowi wejście do sklepu. Nasz osiedlowy mini market już nie raz poratował mnie w sytuacji, gdy nie miałam co włożyć do talerza. Tak, tego dnia nie miałam najmniejszej ochoty na gotowanie. Są takie dni w życiu każdej kobiety, kiedy najchętniej zamówiłybyśmy coś przez telefon, żeby było z głowy. Niestety, nawet, żeby coś zamówić, trzeba wiedzieć gdzie zadzwonić i co wybrać. A ja tego dnia, uwierzcie mi nawet na to nie miałam ani ochoty, ani siły. Wszelka inwencja mnie opuściła.

Podeszłam więc z synem do działu z mrożonkami, żeby wyszukać coś, co mnie zainspiruje. Po pierwsze miało to być coś, co zjedzą wszyscy, a po drugie musiało to coś dać się przygotować w try mi ga. Chodziłam między tymi lodówkami, patrzyłam i nic, dosłownie nic nie widziałam. Nic nie przychodziło mi do głowy. I wtedy, gdzieś tak między półką z mrożonymi frytkami, a lodami truskawkowymi przypomniało mi się! Mam! Jestem w domu!

-Jesteśmy uratowani! – krzyknęłam zachwycona do syna, bo przypomniało mi się, że mam przecież w zamrażalce całą górę pierogów, które mi ostatnio mama ulepiła na tak zwaną czarną godzinę, która właśnie nadeszła.

Teraz wystarczyło te pierogi tylko wrzucić na wrzątek i gotowe. Byłam przeszczęśliwa.

- Wracamy do domu – powiedziałam – Nie musimy nic kupować!

I wtedy mój syn złapał z półki paczkę cukierków, i stwierdził, że musi to mieć. No skoro już tu weszliśmy, to dał się skusić.

- Dobrze – zgodziłam się, bo było mi już wszystko jedno – Kupimy ci te niezdrowe łakocie i wracamy do domu nastawić wodę na pierogi.

Z paczką cukierków podeszłam do kasy. To znaczy nie podeszłam, mówiąc dokładniej podchodziłam, kiedy mój syn potknął się i o mało orła nie wywinął, bo but mu się rozwiązał. Kucnęłam więc, żeby szybko mu tego bucika zawiązać. Moim błędem było, że nie rzuciłam tej paczki cukierków na taśmę, tylko pozwoliłam, żeby syn cały czas trzymał ją w rączce.

I wiecie, co się wtedy stało? Kątem oka zobaczyłam jak obok mnie przejeżdża jakaś kobieta z wózkiem załadowanym wszelkim towarem. Kobieta, oczywiście wepchała się w kolejkę przede mnie. Niby nie było żadnej kolejki, ale wydawało mi się, że to jest jasne, że ja z moim synem stoję tam pierwsza. Nim podniosłam głowę i stanęłam, tamta kobieta rzucała już na taśmę swoje produkty.

- Przepraszam, ale ja byłam przed panią… - powiedziałam.

- Nie jest pani, aż taka mała, żebym nie zauważyła – warknęła do mnie.

- Zawiązywałam dziecku sznurówkę…

- Kamilko, chodź tutaj! – krzyknęła kobieta nad moją głową w kierunku swojej córeczki, zdaje się – I jak będziesz szła to weź jeszcze jedną paczkę paluszków. Tylko bez maku!

- Proszę pani – powiedziałam ponownie – My mamy tylko jedną paczkę cukierków.

- No i co z tego?

- To, że pani na kasie szybko nas obsłuży i będzie po sprawie.

- Od tego jest kolejka, nie słyszała pani o czymś takim?

Zatkało mnie. Druga kasa była nieczynna, więc szczerze mówiąc nie miałam wyjścia.

I wtedy usłyszałam z ust kasjerki:

- Proszę, niech pani podejdzie, jeszcze nie zaczęłam nabijać.

- Dziękuję! – zawołałam szczęśliwa.

- Jakim prawem pani podejmuje decyzje za mnie? – zapytała tymczasem ta druga kobieta, która najwyraźniej nie była zadowolona z decyzji, jaką na moją korzyść podjęła kasjerka.

- Niech pani nie robi sztucznej awantury – powiedziała kasjerka – Przecież pani widzi, że to tylko jedna paczka. Dwa pięćdziesiąt – powiedziała w moim kierunku kasjerka.

- Ale chodzi o zasady, proszę pani! – krzyknęła tamta.

- A zasady uprzejmości i kultury pani nie obowiązują?

- Ja napiszę skargę na panią do kierownika sklepu! Jak się pani nazywa?

- Proszę bardzo – odpowiedziała niewzruszona kasjerka – Niech sobie pani pisze, a moje imię jest na plakietce.

Przysięgam, że dawno nie spotkałam tak nie miłej osoby, jak ta kobieta, która nie chciała mnie przepuścić.

Czy to naprawdę tak wiele być dla kogoś uprzejmym? Najwidoczniej niektórych nawet tak prosta czynność przerasta.

Z drugiej strony pomyślałam sobie, że skoro przynajmniej kasjerka okazała mi serce, to znaczy, że jest nadzieja, że takich ludzi jest więcej.

I pomyśleć, że kiedyś w ogóle przepuszczało się kobiety w ciąży i z małymi dziećmi! Dzisiaj już te zasady nie obowiązują. Nie raz byłam świadkiem scen w autobusach miejskich, gdzie nie ustępowano miejsca kobiecie w ciąży. Co się z nami dzieje? Zamieniamy się w zwierzęta, w egoistycznych samolubów, którzy myślą tylko i wyłącznie o sobie. A może się mylę? Może po prostu miałam zły dzień?

 

Małgorzata Mroczkowska

Add new comment

Plain text

  • No HTML tags allowed.
  • Lines and paragraphs break automatically.
  • Web page addresses and email addresses turn into links automatically.
The subscriber's email address.