Skip to main content
Książki

Książka o niezwykłych dziewczynach nie tylko dla dziewczyn

 

Małgorzata Mroczkowska

 

Historie na dobranoc, czyli do czytania przed snem mają to do siebie, że są krótkie i zwięzłe. A jeśli przy okazji możemy z nich dowiedzieć się czegoś ważnego o niezwykłych osobach? Dzisiaj zachęcam wszystkich do sięgnięcia po tę niezwykłą książkę, Goodnight Stories for Rebel Girls .

 

Rodzinka UK

Nie chcę być ciocią ze Skypa.

 

 

Mieszkając za granicą często zastanawiamy się, po co właściwie wyjechaliśmy z kraju? Za czym tak goniliśmy? Z czasem zmieniły się nasze priorytety. To, co wydawało nam się kiedyś spełnieniem marzeń, dzisiaj stało się dla nas zwyczajnością. I tylko jedno pozostaje nierozwiązane: czy to czasy się tak zmieniły, czy my?

Rezydentura angielska, czyli smutek emigranta

Rezydentura angielska, czyli smutek emigranta

 

Brexit namieszał w naszym życiu konkretnie. I choćbyśmy się nie wiem, jak mocno zapierali i twierdzili, że nic się nie zmieniło i nie zmieni, to jednak trudno oprzeć się wrażeniu, że ziemia brytyjska stała się teraz dla wielu Europejczyków bardziej niż obca.

„Jestem Europejczykiem. Jestem Polakiem. Nie jestem Brytyjczykiem”. Takie zdanie może powiedzieć o sobie większość Polaków, którzy przyjechali na Wyspy po 2004 roku. Ja także się do nich zaliczam. Bo chociaż mieszkam tu już tyle lat i każdego dnia uczę się i poznaję kulturę Wielkiej Brytanii, to jednak nigdy Brytyjczykiem nie będę. I nie chodzi tutaj o nabycie brytyjskiego paszportu. To można załatwić w każdej chwili. Każdy, kto mieszkał na Wyspach chociaż przez chwilę wie, że aby być Brytyjczykiem trzeba się tutaj urodzić, a najlepiej być którymś tam z rzędu pokoleniem tworzącym Wielką Brytanię. Brytyjczycy zawsze oddzielali się od Europy grubą kreską, a Brexit tylko tę grubą kreskę podkreślił. Dla przeciętnego Brytyjczyka Europejczyk jest nadal obcym najeźdźcą ich wyspy, który chce wszystko zmieniać. A Brytyjczycy nie lubią zmian.

Rzeczywistość, która zastana nas po Brexicie nie jest dla nas łatwa. Tysiące Europejczyków mieszkających na Wyspach poczuło się zagrożonych. Odebraliśmy wynik referendum, jako jawne przyznanie się do tego, że nas tutaj po prostu nie chcą, że za dużo nas się tu zjechało i w ogóle najlepiej gdybyśmy wrócili do siebie. No, właśnie. Do siebie, czyli dokąd właściwie? Przecież tutaj, czyli w Wielkiej Brytanii urodziły się nasze dzieci i to jest także ich ojczyzna, poza Polską oczywiście. Dlaczego mamy im nagle odbierać prawo do nauki i życia w tym kraju? To po to poświęciliśmy wyjazd z ojczyzny? Po to świadomie rozdzieliliśmy się z rodziną, która została w Polsce, żeby teraz uciekać z Anglii z podkulonym ogonem? W podobnej sytuacji znaleźli się także mieszkańcy innych krajów Europy mieszkający od lat w Wielkiej Brytanii.

Jakby na otarcie łez zaproponowano nam rezydenturę. Świstek ten ma nam zagwarantować prawo do stałego pobytu w UK. Tylko dlaczego w ogóle musimy się o ten papierek starać, i jeszcze za niego płacić? Dlaczego nagle w Home Office musimy udowodnić, że mamy prawo do legalnego pobytu na Wyspach? Po co te wszystkie dokumenty i dowody naszego istnienia? Przecież wcześniej żyliśmy w jednej, połączonej Europie i nikt nas nie ostrzegał, że te wszystkie papierki trzeba gdzieś skrupulatnie zbierać.

Cały ten proces dostarczania dokumentów i udowadniania, że pracowaliśmy tu legalnie i solidnie, dla wielu Europejczyków jest poniżający. I zbędny. Nie tak to wszystko powinno wyglądać. I nie takiego potraktowania się spodziewaliśmy.

Wszystko to jest bardzo przykre i smutne. Oczywiście, najlepiej byłoby się teraz obrazić na UK, wypiąć na nią cztery litery i po prostu stąd wyjechać. Tylko, czy w ten sposób nie pokażemy władzom UK, że daliśmy się przestraszyć i w związku z tym uciekamy do siebie? A co w przypadku, gdy ktoś nie ma dokąd uciec? Co mają zrobić samotne matki z dziećmi, które w Polsce nie mogą liczyć na żadną pomoc? Gdzie mają się podziać starsze osoby, które przepracowały tutaj długie lata, tutaj płaciły podatki i nie mają zamiaru wracać? Spotkałam takich Polaków, którzy wzięli temat honorowo i nie chcą występować o żadną rezydenturę, bo uważają, że taki dokument państwo brytyjskie powinno nam dać z pocałowaniem ręki, a nie po całym zagmatwanym udowadnianiu pobytu tutaj. Są też tacy, którzy twierdzą, że obywatelstwo brytyjskie powinno nam się należeć bez dwóch zdań.

Czas pokaże, jak Wielka Brytania ustosunkuje się do Europejczyków mieszkających tu na stałe. Jedno jest pewne, brzydko się z nami póki co obeszła Wyspa, która zamiast wyspą marzeń okazała się wyspą kłopotów.

 

Małgorzata Mroczkowska

Add new comment

Plain text

  • No HTML tags allowed.
  • Lines and paragraphs break automatically.
  • Web page addresses and email addresses turn into links automatically.
The subscriber's email address.