Skip to main content
Książki

Czytajmy dzieciom przed snem

 

 

Kto z nas nie pamięta tych słodkich lat dzieciństwa, kiedy utuliwszy głowę na podusi patrzyło się na babcię, która siedziała przy naszym łóżku i w cieniu nocnej lampki czytała nam bajki?

Leżąc widziało się tylko okładkę książki. Patrzył na nas wtedy kot w butach, albo Miś Uszatek. Kartki cicho szeleściły za każdym razem, kiedy babcia przewracała stronę w książce. Z czasem prosiło się ją błagalnym głosem: Babciu, mogę przewrócić kartkę? Babcia pozwalała tylko raz, bo trzeba było spać. Po to właśnie było cale to bajek czytanie.

Wychowanie

Klub polskiej babci w Londynie

 

Jednym z największych problemów nękających Polaków mieszkających na stałe za granicą jest rozłąka z rodziną. O ile w przypadku osób dorosłych takie rozdzielenie ma właściwie wyłącznie znaczenie emocjonalnej pustki, o tyle w przypadku najmłodszego pokolenia brak w życiu codziennym babci, czy dziadka może mieć dużo gorsze skutki. Przecież to właśnie dziadkowie uczą nas tego wszystkiego, czego nie nauczą nas zabiegani rodzice.

Wycieczki

Uważajmy na włamania w czasie letnich wyjazdów

 

 

 

 

Lato to doskonały czas na wyjazdy te duże, i małe. Niestety to również ulubiona pora dla włamywaczy, którzy obserwują posesje nadające się idealnie do okradzenia. Jak tego uniknąć? Jak nie dać się zaskoczyć? Przecież wielu Polaków wyjeżdża latem  z dziećmi na długie tygodnie do Polski.

 

 

Porady

Emigracja i nauka języka obcego

 

 

 W zeszłym tygodniu spotkałam się ze znajomą Polką, która tak jak ja mieszka od lat w Londynie. W przerwie między zakupami ubraniowymi dla naszych dzieci, na które się umówiłyśmy usiadłyśmy w kawiarni na szybką kawę.

- Wiesz, miałam takie noworoczne postanowienie – powiedziała wsypując cukier do papierowego kubka.

- Jakie?

- Żeby wreszcie nauczyć się tego angielskiego.

- I co, udało się? – zapytałam.

- No właśnie nie – wzruszyła ramionami – Skończyło się jak zwykle tylko na dobrych chęciach.

Wyjście do kina, czyli jaką matką jestem?

Wyjście do kina, czyli jaką matką jestem?

 

Ależ się zdziwiłam w sobotnie popołudnie, kiedy kierowana matczynym instynktem zabrałam dzieci do kina. Do kina w Londynie, dodajmy, co nie jest bez znaczenia w całe tej historii.

Na pół godziny przed seansem zapakowałam dzieci do samochodu i zakładając przezornie miejskie korki ruszyliśmy w kierunku naszego lokalnego kina. Bilety kupiłam wcześniej w inernecie nauczona wcześniejszym doświadczeniem, że nie ma co takich spraw pozostawiać losowi, bo można przy kasie bardzo się zdziwić.

Tak więc dojechawszy na miejsce, samochód zaparkowałam, wysiadłam i udałam się w kierunku kina. Dzieci zaczęły ustalać między sobą, czy pop corn ma być na słodko, czy na słono, i co do picia ma im matka kupić. W tym czasie stanęłam w kolejce, żeby na to wszystko wydać pieniądze, bo wiadomo, że bez jedzenia, nie ma oglądania, prawda? Swoją droga, zobaczcie, jakie to ciekawe zwyczaje nam się narodziły, że teraz w kinie można jeść, ba! Nawet trzeba! I nawet mlaskać można, nie to co dawniej, kiedy uczono nas, że w kinie nie jemy, nie szeleścimy papierkami i siedzimy cicho! Co to się porobiło z ludźmi? I jak wychowujemy nasze dzieci? Z całą pewnością inaczej, niż wychowywano nas, co do tego musimy się zgodzić wszyscy. No cóż, czasy się zmieniają, a wraz z nimi również nasze zwyczaje.

Ale nie o tym chciałam napisać. Rzecz, która zwróciła moją uwagę podczas tego wyjścia do kina to…matki. A raczej to, jak były ubrane. I w pewnym momencie sama poczułam się niepewnie. No bo jak tu wyjść z domu nie ogarniętym? No, właśnie? Ja przed wyjściem zawsze przeczesuję włosy, maluję usta i takie tam. I myślałam, że każda kobieta tak robi. Jak się okazało w kinie, kobiety, a zwłaszcza matki różnią się między sobą podejściem do „wyjścia”. I tak zobaczyłam matkę, która przywiozła dziecko do kina w plażowych klapkach (chociaż mamy marzec), inna miała wałki na głowie, a jeszcze jedna była po prostu w …piżamie!

Wierzcie lub nie, ale wszystkie one wyglądały, jakby ktoś je nagle wyrwał z domowych pieleszy i pod groźbą kosmicznej awantury nakazał natychmiastowe opuszczenie domu. A może naprawdę u nich się paliło i waliło, skoro w takim rozgardiaszu dojechały do kina? Bo aż wierzyć mi się nie chce, że wszystkie one były matkami małych terrorystów…

Jakby nie patrzeć, wyglądały jednak na mało zestresowane.

Jednym słowem wyluzowane mamusie, które w nosie mają, co pomyślą inni. I bardzo dobrze, skoro im jest z tym dobrze, to czemu nie. Jakież byłoby nasze życie nudne, gdybyśmy wszyscy byli tacy sami, prawda? A tak to jest i o czym poplotkować, i o czym napisać.

I tylko jedno się na tym świecie liczy, aby matka o dziecko dbała, i kochała je najbardziej na świecie. Nieważne, czy do kina jedzie w makijażu, czy w piżamie.

 

Małgorzata Mroczkowska

Add new comment

Plain text

  • No HTML tags allowed.
  • Lines and paragraphs break automatically.
  • Web page addresses and email addresses turn into links automatically.
The subscriber's email address.