Skip to main content
Rodzinka UK

Policja w UK udostępniła film, na którym widać zaginioną Polkę, Irenę Wawszczak.

Zaginiona Polka, pani Irena Wawszczak nadal jest poszukiwana. Policja udostępniła właśnie film nagrany kamerą CCTV, na którym widzimy ją ostatni raz. Być może ktoś z naszych czytelników rozpoznaje tę kobietę, widział ją lub nawet rozmawiał. Rodzina, jak również polska społeczność w UK, która tak licznie zaangażowała się w poszukiwania zaginionej Polki liczy na jakikolwiek sygnał o jej życiu.

Kultura

W naszym domu mówimy po polsku: polish bilingual day

 

 

 

Święto polskiego języka celebrowano na wyspach w wielu miejscach, koordynatorem wydarzenia w Wielkiej Brytanii była Pracownia Terapeutyczna Alfa,  z projektem The Future of Education reprezentowane przez Agatę Majdę i Justynę Korolewicz.

W obchodach Polish Bilingual Day wzięły udział:

Rodzinka UK

Zostać na emigracji, czy wracać do chorych rodziców?

 

Małgorzata Mroczkowska

Ostatnie dyskusje po Brexicie, również na naszym portalu wznowiły dyskusje na temat powrotów do Polski. Skoro nie chcą nas w Anglii, skoro Wielka Brytania złożyła pozew o rozwód z Europą, to jaki jest sens nadal tu być? Przecież w Polsce też możemy być potrzebni, zwłaszcza, ze nasi rodzice nie będą już młodsi, a jedynie z każdym rokiem coraz starsi.

Rodzinka UK

Problemy Dwujęzyczności Czyli Nie Będę Mówić Wcale!


 

Tego lata Antek przeżył dwa bardzo stresujące momenty. Pierszy gdy po przyjeździe do dziadków musiał przestawić się na polski, drugi gdy wrócił do UK i znowu musiał zacząć mówić po angielsku. Jego reakacją na te dwa zdarzenia było zaprzestanie mówienia i wycofanie. O dwujęzyczności mówi się jedynie wyliczając jej pozytywne aspekty. Najczęściej przemilcza się, że jest też cena, którą dziecko płaci. To ogromny stres i co za tym idzie blokada w mówieniu gdy język wkoło nagle się zmienia.

 

Zatłuc dzieciaka na śmierć

Zatłuc dzieciaka na śmierć...

 

Znacie takie powiedzenia, jak: Zabić jak psa, albo stłuc go na kwaśne jabłko? Właśni wróciłam z miasta, gdzie byłam razem z innymi przechodniami świadkiem sceny, której opis znajduje się w powyższych powiedzeniach.

Skąd w ogóle biorą się takie przysłowia przechowywane przez całe pokolenia? Ano z życia. A przecież jeszcze całkiem niedawno jedną z najczęściej stosowanych metod wychowawczych było zwyczajne bicie dzieci. Dzieci nie miały praw takich samych, jak dorośli. Były czymś znajdującym się nisko na drabinie społecznej. Przyrównywano je nawet do pozycji zwierząt w myśl starego przysłowia, które znamy wszyscy, a które mówi, że Dzieci i ryby głosu nie mają. I przez stulecia ten głos dzieciom skutecznie odebrano. Jednym z ulubionych zdań pouczających, którym zwracają się rodzice do dzieci jest: Siedź cicho, albo Nie odzywaj się, skoro nikt cię nie pytał.

Dzieci muszą zachowywać się tak, jak im rodzice nakazują, czyli grzecznie. Mają siedzieć spokojnie i najlepiej nie marudzić. Dobrze też jeśli nie mają swojego zdania, bo to też może wyprowadzić z równowagi mamę, albo tatusia.

Czasami zastanawiam się, nie ja jedna zresztą, po co takiemu rodzicowi było potrzebne to dziecko? Skoro wiecznie mu przeszkadza?

Niestety nie zawsze świadomie decydujemy się na posiadanie dzieci. W zdecydowanej większości przypadków los, czy natura podejmuje decyzję za nas. Bywa, że jesteśmy zaskoczeni tą decyzją, zdarza się, że tata, albo co gorsze mama nie jest na tyle dojrzała emocjonalnie, by wychowywać dziecko, bo sama jeszcze tego wychowania i prowadzenia za rączkę potrzebuje. I wiek rodzica nie ma tutaj nic do rzeczy. Są niedojrzali emocjonalnie rodzice w wieku trzydziestu pięciu lat i bardzo odpowiedzialne i rozsądne nastoletnie matki.

No to teraz, po tym dość długim wstępie proponuję wziąć głębszy oddech, bo będzie się działo. Na ostatnich zakupach, na które całe szczęście pojechałam sama zostawiwszy dzieci w domu byłam świadkiem pewnej dość mrożącej krew w żyłach scenki obyczajowej. I nie chciałabym, żeby którekolwiek z moich dzieci takie scenki na żywo oglądało na własne oczy. Niech już wystarczy, że ich matka musiała sobie na to biedne dziecko popatrzeć.

Do zdarzenia doszło na południu Londynu w jednym ze sklepów z kosmetykami. Niczego nie spodziewając się udałam się tam celem zakupu maski do moich przesuszonych słońcem włosów. Już za drzwiami, czyli tuż przy kasie zastałam chłopca leżącego na podłodze, który wył niemiłosiernie, krzyczał na matkę i jej koleżankę, która stała obok nich ze swoimi dziećmi. Chłopiec płakał i wołał mamę. Ogólnie nie ma w tej sytuacji nic nadzwyczajnego, przecież każda z nas swego czasu przechodziła przez okres buntu dwulatka, trzylatka, a bywa, że i ośmiolatka. I każda z nas musiała sobie prędzej, czy później wypracować sposób radzenia sobie z podobnymi sytuacjami. A metody są różne, ale najczęściej sprawdza się zostawienie dziecka w spokoju i nie zwracanie na niego uwagi, aż się uspokoi. Niestety, owa mamusia miała inny pogląd na tę sprawę. W sekundę szarpnęła dziecko i podnosząc z podłogi za rękę wyniosła go przed sklep, rzuciła na chodnik niczym wycieraczką, uderzyła w głowę po czym kopnęła dziecko w nogę. Tak, kopnęła. I jestem pewna, że gdyby nie świadkowie przechodzący w przerażeniu obok niej to kopnęłaby to biedne dziecko pewnie w brzuch. Zanim ktokolwiek zdążył powiedzieć cokolwiek, matka wniosła dziecko z powrotem do sklepu i posadziła je na podłodze krzycząc dookoła, że za chwilę walnie go w twarz, jeśli się nie uspokoi, że ona przyszła tu po kosmetyki i nie będzie jej gnojek wrzaskiem szantażował, i że ona mu w domu zrobi lanie. Dziecko nadal krzyczało w histerii. I chociaż nigdy nie wtrącam się, i nie podchodzę do rodziców, których nie znam, tym razem złamałam zasadę i powiedziałam do matki, że powinna się uspokoić, a dziecko niech lepiej zostawi w spokoju samemu sobie, że na pewno za chwilę się uspokoi, bo przecież nie jest w stanie tak wyć przez godzinę. I wtedy ta matka wrzasnęła na mnie, że nie znam jej dziecka i nie mam pojęcia, jaki on jest. I miała rację. Nie znam tego dziecka, nie wiem, czy jest zdrowe, czy ma autyzm, czy ADHD, czy jeszcze coś innego mu dolega. Nie wiem też, kim jest jego matka i na co się, ewentualnie leczy.

Sytuacja zakończyła się podejściem do matki menadżera sklepu, który poprosił, aby zwróciła dziecku uwagę, bo z wściekłości, a może z histerii zaczęło rozrzucać kosmetyki z półki po całym sklepie. Chłopiec nadal był wściekły, nadal płakał, a matka była cała w histerii, że lepiej nie podchodzić.

Wychodząc ze sklepu widziałam, że menadżer dzwonił po pomoc, nie wiedziałam jeszcze, czy dzwonił na policję, czy po karetkę, jedno jest pewne: sytuacja wymknęła się matce spod kontroli i bez pomocy służb do tego celu przeznaczonych, dziecko zostawione byłoby na dalszą jej agresję. Należy też dodać, że matka z każdą chwilą stawała się coraz bardziej zdenerwowana i reakcje osób postronnych oraz ich uwagi po prostu do niej nie docierały. Jakby była głucha na wszystko wokół, jakby widziała tylko „złe” zachowanie swojego dziecka i nic innego. W tamtym momencie nikt nie miał już odwagi zwrócić jej uwagi i jedynymi osobami, które mogły zadziałać były służby do tego przeznaczone, policjanci i lekarze. Zresztą po moim wyjściu ze sklepu nadjechał samochód policyjny na sygnale, więc zadziałali bardzo szybko.

To było dla mnie wyjątkowo traumatyczne przeżycie. Ale moje samopoczucie nie ma nic tu do rzeczy. Pomyślmy, co czuło to biedne dziecko…

Aż strach pomyśleć, co dzieje się w czterech ścianach domu, w którym takie matki mieszkają. Żal dzieci, które mają to nieszczęście, że urodziły się w rodzinach, w którym rodzicom brakuje nie tylko cierpliwości w ich wychowywaniu, ale przede wszystkim brakuje im wiedzy, jak do takiego wychowania się zabierać. Intuicja nie zawsze podpowiada najlepsze rozwiązania.

 

Małgorzata Mroczkowska

Add new comment

Plain text

  • No HTML tags allowed.
  • Lines and paragraphs break automatically.
  • Web page addresses and email addresses turn into links automatically.
The subscriber's email address.