Skip to main content
Zdrowie

Uwaga: toksyczny chwast, który jest groźny dla ludzi właśnie zaczął kwitnąć.

Niestety co roku piszemy o kolejnych przypadkach poparzeń na skutek kontaktu z niebezpieczną rośliną zwaną Giant Hogweed. Do takich wypadków dochodzi najczęściej podczas letnich spacerów. O ile dorośli doskonale wiedzą o zagrożeniu i unikają kontaktu z tym chwastem, to dzieci nie zawsze są poinformowane o tym, że akurat tej rośliny nie wolno dotykać. A kontakt z nią może skończyć się dla nas tragicznie.

 

Wycieczki

Pływamy łódką pod Londynem: Lee Valley

 

 

Jeśli zastanawiacie się, gdzie można popływać na łódkach pod Londynem, to zapraszam do Lee Valley. Miejsce położone trzydzieści minut jazdy samochodem na północ od Londynu jest idealne na rodzinny wypoczynek.

Marina, w której możemy wypożyczyć różnego rodzaju łódki położona jest przy kanałach, które wychodzą na pobliskie jeziora. W pobliżu jest bezpłatny parking oraz pub, w którym można zjeść obiad.

Zdrowie

Zęby mleczne: leczyć, czy nie? 

 

 

Często się słyszy: "po co leczyć mleczaki, skoro i tak wypadną?". Oczywiście, że wypadną, ale nie powinny być zepsute, bo próchnica automatycznie przenosi się z zębów mlecznych na zęby stałe. Nie warto słuchać takich rad, gdyż leczenie zębów mlecznych jest tak samo ważne jak leczenie zębów stałych. Wizyta adaptacyjna przeprowadzona w odpowiednim okresie życia dziecka ma ogromny wpływ na jego przyszłe relacje ze stomatologiem.

Zatłuc dzieciaka na śmierć

Zatłuc dzieciaka na śmierć...

 

Znacie takie powiedzenia, jak: Zabić jak psa, albo stłuc go na kwaśne jabłko? Właśni wróciłam z miasta, gdzie byłam razem z innymi przechodniami świadkiem sceny, której opis znajduje się w powyższych powiedzeniach.

Skąd w ogóle biorą się takie przysłowia przechowywane przez całe pokolenia? Ano z życia. A przecież jeszcze całkiem niedawno jedną z najczęściej stosowanych metod wychowawczych było zwyczajne bicie dzieci. Dzieci nie miały praw takich samych, jak dorośli. Były czymś znajdującym się nisko na drabinie społecznej. Przyrównywano je nawet do pozycji zwierząt w myśl starego przysłowia, które znamy wszyscy, a które mówi, że Dzieci i ryby głosu nie mają. I przez stulecia ten głos dzieciom skutecznie odebrano. Jednym z ulubionych zdań pouczających, którym zwracają się rodzice do dzieci jest: Siedź cicho, albo Nie odzywaj się, skoro nikt cię nie pytał.

Dzieci muszą zachowywać się tak, jak im rodzice nakazują, czyli grzecznie. Mają siedzieć spokojnie i najlepiej nie marudzić. Dobrze też jeśli nie mają swojego zdania, bo to też może wyprowadzić z równowagi mamę, albo tatusia.

Czasami zastanawiam się, nie ja jedna zresztą, po co takiemu rodzicowi było potrzebne to dziecko? Skoro wiecznie mu przeszkadza?

Niestety nie zawsze świadomie decydujemy się na posiadanie dzieci. W zdecydowanej większości przypadków los, czy natura podejmuje decyzję za nas. Bywa, że jesteśmy zaskoczeni tą decyzją, zdarza się, że tata, albo co gorsze mama nie jest na tyle dojrzała emocjonalnie, by wychowywać dziecko, bo sama jeszcze tego wychowania i prowadzenia za rączkę potrzebuje. I wiek rodzica nie ma tutaj nic do rzeczy. Są niedojrzali emocjonalnie rodzice w wieku trzydziestu pięciu lat i bardzo odpowiedzialne i rozsądne nastoletnie matki.

No to teraz, po tym dość długim wstępie proponuję wziąć głębszy oddech, bo będzie się działo. Na ostatnich zakupach, na które całe szczęście pojechałam sama zostawiwszy dzieci w domu byłam świadkiem pewnej dość mrożącej krew w żyłach scenki obyczajowej. I nie chciałabym, żeby którekolwiek z moich dzieci takie scenki na żywo oglądało na własne oczy. Niech już wystarczy, że ich matka musiała sobie na to biedne dziecko popatrzeć.

Do zdarzenia doszło na południu Londynu w jednym ze sklepów z kosmetykami. Niczego nie spodziewając się udałam się tam celem zakupu maski do moich przesuszonych słońcem włosów. Już za drzwiami, czyli tuż przy kasie zastałam chłopca leżącego na podłodze, który wył niemiłosiernie, krzyczał na matkę i jej koleżankę, która stała obok nich ze swoimi dziećmi. Chłopiec płakał i wołał mamę. Ogólnie nie ma w tej sytuacji nic nadzwyczajnego, przecież każda z nas swego czasu przechodziła przez okres buntu dwulatka, trzylatka, a bywa, że i ośmiolatka. I każda z nas musiała sobie prędzej, czy później wypracować sposób radzenia sobie z podobnymi sytuacjami. A metody są różne, ale najczęściej sprawdza się zostawienie dziecka w spokoju i nie zwracanie na niego uwagi, aż się uspokoi. Niestety, owa mamusia miała inny pogląd na tę sprawę. W sekundę szarpnęła dziecko i podnosząc z podłogi za rękę wyniosła go przed sklep, rzuciła na chodnik niczym wycieraczką, uderzyła w głowę po czym kopnęła dziecko w nogę. Tak, kopnęła. I jestem pewna, że gdyby nie świadkowie przechodzący w przerażeniu obok niej to kopnęłaby to biedne dziecko pewnie w brzuch. Zanim ktokolwiek zdążył powiedzieć cokolwiek, matka wniosła dziecko z powrotem do sklepu i posadziła je na podłodze krzycząc dookoła, że za chwilę walnie go w twarz, jeśli się nie uspokoi, że ona przyszła tu po kosmetyki i nie będzie jej gnojek wrzaskiem szantażował, i że ona mu w domu zrobi lanie. Dziecko nadal krzyczało w histerii. I chociaż nigdy nie wtrącam się, i nie podchodzę do rodziców, których nie znam, tym razem złamałam zasadę i powiedziałam do matki, że powinna się uspokoić, a dziecko niech lepiej zostawi w spokoju samemu sobie, że na pewno za chwilę się uspokoi, bo przecież nie jest w stanie tak wyć przez godzinę. I wtedy ta matka wrzasnęła na mnie, że nie znam jej dziecka i nie mam pojęcia, jaki on jest. I miała rację. Nie znam tego dziecka, nie wiem, czy jest zdrowe, czy ma autyzm, czy ADHD, czy jeszcze coś innego mu dolega. Nie wiem też, kim jest jego matka i na co się, ewentualnie leczy.

Sytuacja zakończyła się podejściem do matki menadżera sklepu, który poprosił, aby zwróciła dziecku uwagę, bo z wściekłości, a może z histerii zaczęło rozrzucać kosmetyki z półki po całym sklepie. Chłopiec nadal był wściekły, nadal płakał, a matka była cała w histerii, że lepiej nie podchodzić.

Wychodząc ze sklepu widziałam, że menadżer dzwonił po pomoc, nie wiedziałam jeszcze, czy dzwonił na policję, czy po karetkę, jedno jest pewne: sytuacja wymknęła się matce spod kontroli i bez pomocy służb do tego celu przeznaczonych, dziecko zostawione byłoby na dalszą jej agresję. Należy też dodać, że matka z każdą chwilą stawała się coraz bardziej zdenerwowana i reakcje osób postronnych oraz ich uwagi po prostu do niej nie docierały. Jakby była głucha na wszystko wokół, jakby widziała tylko „złe” zachowanie swojego dziecka i nic innego. W tamtym momencie nikt nie miał już odwagi zwrócić jej uwagi i jedynymi osobami, które mogły zadziałać były służby do tego przeznaczone, policjanci i lekarze. Zresztą po moim wyjściu ze sklepu nadjechał samochód policyjny na sygnale, więc zadziałali bardzo szybko.

To było dla mnie wyjątkowo traumatyczne przeżycie. Ale moje samopoczucie nie ma nic tu do rzeczy. Pomyślmy, co czuło to biedne dziecko…

Aż strach pomyśleć, co dzieje się w czterech ścianach domu, w którym takie matki mieszkają. Żal dzieci, które mają to nieszczęście, że urodziły się w rodzinach, w którym rodzicom brakuje nie tylko cierpliwości w ich wychowywaniu, ale przede wszystkim brakuje im wiedzy, jak do takiego wychowania się zabierać. Intuicja nie zawsze podpowiada najlepsze rozwiązania.

 

Małgorzata Mroczkowska

Add new comment

Plain text

  • No HTML tags allowed.
  • Lines and paragraphs break automatically.
  • Web page addresses and email addresses turn into links automatically.
The subscriber's email address.