Skip to main content
Rodzinka UK

Wyjście do kina, czyli jaką matką jestem?

 

Ależ się zdziwiłam w sobotnie popołudnie, kiedy kierowana matczynym instynktem zabrałam dzieci do kina. Do kina w Londynie, dodajmy, co nie jest bez znaczenia w całe tej historii.

Na pół godziny przed seansem zapakowałam dzieci do samochodu i zakładając przezornie miejskie korki ruszyliśmy w kierunku naszego lokalnego kina. Bilety kupiłam wcześniej w inernecie nauczona wcześniejszym doświadczeniem, że nie ma co takich spraw pozostawiać losowi, bo można przy kasie bardzo się zdziwić.

Porady

Pijecie kranówkę, czy wodę z plastiku?

 

Moje pytanie w tytule dzisiejszego tekstu nie jest pomyłką, niestety. Dzisiaj z samego rana do porannej kawy włączyłam sobie BBC News. Jakież było moje zdziwienie, kiedy zobaczyłam pierwszą wiadomość o…znalezieniu drobinek plastiku w większości butelkowanej wody dostępnej w każdym sklepie.

Wycieczki

Polka w Abu Dhabi: turyści...

Od kiedy jesteśmy w Emiratach praktycznie ciągle, z małymi przerwami mamy gości, to niesamowite nigdy wcześniej tego nie było, nie wiem dlaczego Londyn nie był, aż tak atrakcyjny, przecież obiektywnie rzecz biorąc jest tam całe mnóstwo ciekawych i pięknych miejsc, przez 8 lat nie udało mi się wszystkiego zobaczyć, a tu nagle pustynia przeżywa oblężenie.

Zdrowie

Zaparcia u dzieci i dorosłych: dlaczego na siłę szukamy rozwiązania?

 

Zauważyłam, że na grupach internetowych jednym z najczęściej powtarzających się problemów są zaparcia u dzieci. I nie chodzi tylko o zaparcia u małych dzieci. Problem ten dotyczy również nastolatków, ba, nawet dorosłych, nawet nas samych. Dlaczego nie potrafimy przejść obok tej uciążliwości na spokojnie, tylko na siłę szukamy lekarstwa? A przemysł farmaceutyczny tylko zaciera ręce.

Wychowanie

„Moje dziecko zobaczyło ducha!” Może warto jednak poszukać psychologa

 

 

Nie będę ukrywać, że do spontanicznego napisania tego tekstu sprowokowała mnie dyskusja wśród mam na jednej z grup. Otóż pewna matka napisała, że jej córka zobaczyła ducha, czyli ciemną postać o, jak się wyraziła nieludzkich oczach, która weszła w ścianę. Matka była nie mniej przerażona niż jej córka i błagała o pomoc. To, co mnie najbardziej zaskoczyło w tej sytuacji, to odpowiedzi innych matek. W pewnym momencie zaczęłam zastanawiać się, czy przypadkiem nie żyjemy nadal w średniowieczu.

Rodzinka UK

Z górki na pazurki, czyli jak Brytyjczycy reagują na zimę

 

I znowu w temacie zimy na Wyspach. Sypnęło śniegiem, na Facebookach wysyp zdjęć na sankach i bałwanów, no bo przecież to cud, żeby było tak biało i to przez kilka dni. Do tej pory śnieg padał tu góra jeden dzień, i kiedy wstawało się rano to po śniegu zostawało tylko wspomnienie. Tym razem jest jednak inaczej.

Znęcanie się psychiczne w szkole nad…dorosłymi. Co mnie spotkało i jak to się skończyło

Znęcanie się psychiczne w szkole nad…dorosłymi. Co mnie spotkało i jak to się skończyło

W kwestiach tak przykrych jak znęcanie się czy prześladowanie (bullying) w szkole ze strony silniejszych wobec słabszych zwykle słyszymy, że jeśli już kogoś dotyczy, to dzieci. Można się niestety zdziwić. Taka sytuacja spotkała właśnie mnie, osobę dorosłą, żonę i matkę.

Nie jest mi łatwo o tym pisać, bo jest to sprawa bardzo osobista i nadal bolesna. Pomyślałam jednak, że celem wyjęcia tej historii na światło dzienne jest pokazanie innym, że po pierwsze takie sytuacje zdarzają się, że są bolesne i że można mimo wszystko walczyć o własną godność.

Ciekawe w całej historii jest to, że takie upokarzanie ze strony nauczycielki mojego dziecka spotkało właśnie mnie, osobę, którą nikt by nie podejrzewał o coś takiego. Spytacie dlaczego? Otóż mam wrażenie, że większość moich znajomych uważa mnie za osobę wygadaną, żeby nawet nie powiedzieć kłótliwą.  Jak więc to możliwe, że taka sytuacja spotkała właśnie mnie i dlaczego nie umiałam się obronić? Odpowiedź jest prosta: bo przeciwnik był silniejszy i sprytniejszy.

Podobnie ma się zresztą w przypadku gwałtów, kiedy to niektóre osoby postronne uważają, że nieodpowiedni strój w jaki była ubrana ofiara sprowokował mężczyznę do gwałtu. To nie strój go sprowokował, tylko złe myśli i popęd, nad którym nie mógł zapanować. To nie kobieta była winna, chociaż tak pewnie woleliby myśleć niektórzy. Nie szukajmy winy po obu stronach, zwłaszcza w takich sytuacjach. Tutaj wina leży tylko i wyłącznie po jednej stronie, po stronie osoby, która krzywdzi, bije, gwałci lub tak jak to było w moim przypadku zastrasza i dręczy psychicznie.

Nauczycielka wykorzystywała swoją pozycję od wielu miesięcy. Upokarzała mnie przed innymi rodzicami głośno oceniając mojego syna, dodajmy oceniając go negatywnie. Nigdy nie zdarzyło się, żeby powiedziała o nim coś dobrego. Nawet wyrobiłam sobie o niej określenie, że jest doręczycielem złych wiadomości. Za każdym razem, kiedy widziałam ją pod bramą szkolną, kiedy szłam odebrać moje dziecko i widziałam, że zbliża się właśnie do mnie, serce podchodziło mi do gardła. Doprowadziła do tego, że nie mogłam spać w nocy, że cała roztrzęsiona jechałam pod szkołę, że nie byłam w stanie jej słuchać, no bo ile można znosić same złe wieści o swoim dziecku, które przecież nie jest złe? Skąd wiem, że nie jest takie złe? Od innych nauczycieli i pracowników szkoły. W klasie syna oprócz nauczycielki pracuje jeszcze kilku asystentów. Nikt nie miał zastrzeżeń do mojego dziecka, co więcej wyniki w nauce również nie potwierdzały jej ocen. Sytuacja przelała się, kiedy nagle zdałam sobie sprawę z tego, że w tym wszystkim chyba nie chodziło nawet o mojego syna, co o… mnie. Niewiarygodne, ale tak właśnie było. Pani ta po prostu mnie nie lubiła. Tak jak nie lubimy niektórych koleżanek z pracy bo mają ładniejsze włosy, lepszą torebkę, albo męża, którego my nie posiadamy. I tak było w moim przypadku, niestety.

Pewnego dnia, kolejny raz upokorzona przez jej docinki i komentarze cała zapłakana udałam się do dyrekcji szkoły z postanowieniem, że koniec tego. Powiedziałam, że dłużej tego nie zniosę, że mam dość, że moje nerwy są na skraju wyczerpania. Mało tego, dodałam również informację o innej asystentce, która odeszła ze szkoły właśnie z powodu tej pani.

W Wielkiej Brytanii, gdzie mieszkam i gdzie cała sytuacja miała miejsce sprawy bullyingu, czyli znęcania się, czy to fizycznego czy psychicznego traktowane są niezwykle poważnie. Przecież ofiara może być nawet doprowadzona do myśli samobójczych! Co więcej, jestem pewna, że do takich sytuacji dochodzi również w Polsce. Nigdy nie dowiemy się ile osób tak naprawdę dochodzi swoich praw.

Idąc do dyrekcji nawet nie chodziło mi o ukaranie tej nauczycielki, o zwolnieniu jej nawet nie marzyłam bo wiem, że nie jest to takie proste. Chodziło mi tylko i wyłącznie o zaznaczenie problemu, o poinformowanie władz o tym, że istnieje taka osoba, która dręczy rodziców zupełnie niepotrzebnie swoimi komentarzami, które nie mają nic wspólnego z profesjonalizmem, a są wyłącznie jej osobistymi ocenami, na które nie powinna sobie pozwalać.

Jakież było moje zdziwienie, kiedy spotkałam się ze zrozumieniem ze strony dyrekcji. Okazało się, że już następnego dnia nauczycielka musiała mnie nie tylko przeprosić, ale i obiecać, że więcej nie będzie komentować zachowania mojego syna. Co więcej, uzyskałam zakaz zbliżania się do mnie tej nauczycielki pod bramą szkoły. Od tej pory jeśli ma mi coś do powiedzenia w sprawie mojego syna ma się umówić na spotkanie (czyli zebranie) i rozmowa musi przebiegać w obecności osób trzecich. I o to mi właśnie chodziło, bo wiem, że przy innych osobach ze szkoły ta pani nie pozwoli sobie już na takie komentarze, bo zabraknie jej po prostu odwagi.

Może to ją czegoś nauczy, a może będzie dokładnie odwrotnie. Jedno jest pewne: trzeba dochodzić swoich praw, trzeba walczyć o siebie i nie dać się wdeptać w dywan. To jest nie godne, że takie poniżanie i traktowanie nas w sposób upokarzający spada na nas ze strony osób publicznego zaufania, po których nigdy byśmy się tego nie spodziewali.

Nie wiem, jak sytuacja rozwinie się dalej. Być może ta nauczycielka dalej będzie mnie dręczyć. To już i tak jest nieważne, bo ja też jestem już silniejsza. I jestem dumna, że zgłosiłam sprawę, że zebrałam się na odwagę, co wcale nie było takie łatwe. Mam tylko nadzieję, że teraz nie przerzuci swoich złych żądzy na innego zastraszonego rodzica.

 

Małgorzata Mroczkowska

Add new comment

Plain text

  • No HTML tags allowed.
  • Lines and paragraphs break automatically.
  • Web page addresses and email addresses turn into links automatically.
The subscriber's email address.