Skip to main content
Zdrowie

Aloes: naturalnie doskonały lek i  kosmetyk

Szukając w internecie sposobu radzenia sobie z suchą skórą u syna natrafiłam na artykuł polecający zastosowanie maści ze świeżego aloesu. Wszystko fajnie, tylko skąd taki aloes wziąć, zapytacie. Okazuje się, że mieszkając w Londynie na bazarze można kupić ogromny, soczysty liść i to bez większego problemu. Zobaczcie, jak powstał mój naturalny krem.

Mieszkając w Londynie możemy bez problemu kupić liście aloesu na lokalnych bazarach, głównie z warzywami afrykańskimi. Za swój liść zapłaciłam 1.50 funta.

Co możemy zrobić z aloesu?

Porady

BREXODUS staje się faktem. Polacy wracajcie! 

 

 

Brexit to dla Polaków mieszkających w Wielkiej Brytanii moment przełomowy. Zapowiedź zmian dotyczących zatrudnienia w Anglii, dla wielu może oznaczać konieczność zmierzenia się z trudnym pytaniem: zostać na Wyspach, czy jednak wrócić do Polski? Osoby, które wyjechały kilka czy kilkanaście lat temu w poszukiwaniu lepszych możliwości, nie znają aktualnej sytuacji na krajowym rynku pracy, a to może budzić ich niepokój i wątpliwości. Tymczasem propozycja Polski może ich pozytywnie zaskoczyć.

Zdrowie

Wysiłkowe nietrzymanie moczu

Wysiłkowe nietrzymanie moczu jest wciąż problemem dotykającym większość kobiet. Objawy rozwijają się często bardzo powoli i zwykle nie są zauważane przez długi okres. Dopiero ich nasilenie do odczuwalnych objawów klinicznych zwraca uwagę kobiety, że coś jest chyba jednak nie tak. Na jakie objawy należy bezwzględnie zwrócić uwagę, jakie winny niepokoić, a jakie można bagatelizować? Czy jest to problem nieodwracalny, z którym kobiety w XXI wieku muszą się borykać?

Rodzinka UK

Czy po powrocie z zagranicy możemy ubiegać się w Polsce o mieszkanie komunalne?

Małgorzata Mroczkowska

Polacy decydujący się na powrót do ojczyzny z zagranicy mają często największy problem nie tyle ze znalezieniem w Polsce pracy, co ze znalezieniem mieszkania. Nie każdy odłożył na emigracji na tyle, by stać go było na kupno mieszkania, które w Polsce są przecież bardzo drogie. Co mają zrobić rodziny, które chcą wrócić, a nie mają do czego?

Oto list, jaki otrzymaliśmy od naszej Czytelniczki:

Zrywamy truskawki pod Londynem

Zrywamy truskawki pod Londynem

 

W słoneczną sobotę syn obudził nas niespodziewanym pytaniem: „Mamo, gdzie rosną truskawki?”. Oczywiście można było udzielić mu natychmiastowej odpowiedzi, którą wszyscy znamy, ale jak dobrze wiemy z rodzicielskiego doświadczenia, odpowiedzi na pytania nie zawsze są tymi, na które dzieci czekają. Dziecku nie wystarczy przecież sucha odpowiedź: na krzaczku, na polu, na farmie ogrodniczej. Bo cóż to niby miałoby dla dziecka oznaczać, zwłaszcza kiedy to dziecko od urodzenia mieszka w mieście, i to dużym, w którym ogródki są co najwyżej wielkości dywanu, a owoce zna wyłącznie z supermarketów.

Nasz film z farmy truskawek można zobaczyć tutaj: https://www.youtube.com/watch?v=rgGHNlGKYwI&t=32s

 

Dla naszego urodzonego i wychowywanego w Londynie syna wszystkie owoce i warzywa, które do tej pory widział były czyściutkie i zapakowane w plastikowe koszyczki. Nigdy wcześniej nie miał okazji wyjąć marchewki z ziemi czy zerwać agrest z krzaczka. Takie dzieciństwo, bez doświadczania przygód ogrodniczych wydawało nam się bardzo ubogie. Przy okazji przypomniały mi się moje dziecięce lata, kiedy z kuzynką Dorotką chowałam się  między krzakami czerwonych porzeczek, które były wyższe od nas. Jakaż to była przygoda wdrapać się na drzewo i zerwać czereśnie! A wszystko to było możliwe tylko dzięki temu, że babcia miała mały domek z ogródkiem za miastem. Nasz syn nie ma tego szczęścia, nie mamy rodziny na wsi ale czy to oznacza, że mamy odebrać mu radość biegania boso po piaszczystych ścieżkach rozjechanych grubymi oponami traktorów? Mieszkanie na co dzień w mieście nie zabrania nikomu odwiedzania wiejskiego krajobrazu przynajmniej od czasu do czasu.

Znalezienie farmy ogrodniczej, na której można samemu zbierać owoce do koszyka zajęło mi cały kwadrans. W języku angielskim nazywa się to: Pick your own fruits. Po wpisaniu tego zdania w Google znajdujemy farmy, które znajdują się w naszej okolicy. My odwiedziliśmy tę farmę:

http://www.downingburyfarm.co.uk/#/contact-us/4539786843

Na miejscu znajduje się ogromny sklep, w którym możemy kupić lokalne produkty: warzywa, owoce, sery, ciasta i mięso z domowego uboju. Ceny, o dziwo tylko niewiele wyższe niż w supermarketach. Ponieważ przyjechaliśmy sami zebrać owoce, pracownik farmy zaopatrzył nas w odpowiednie koszyczki. Za jeden koszyczek wypełniony truskawkami po sam brzeg zapłaciliśmy niecałe 4 funty. Podczas zbierania można jeść owoce, co szczególnie przypadło do gustu naszemu synowi. Do koszyczka wrzucił może dwie truskawki, za to do buzi powędrowało ponad dziesięć. Jednym słowem pokochał zrywanie owoców z krzaczka w całej rozciągłości.

Po zebraniu owoców usiedliśmy w cieniu jabłoni, by odpocząć i nacieszyć oczy widokiem okolicy. Muszę przyznać, że ostatni raz tak się czułam podczas wakacji na wsi u babcie wiele lat temu. I właśnie dla tych emocji, zapachu trawy i smaku soku truskawkowego, który spływał po rękach aż po łokcie warto odkrywać takie miejsce. Nie tylko dla naszych dzieci, ale również dla nas samych.

 

Add new comment

Plain text

  • No HTML tags allowed.
  • Lines and paragraphs break automatically.
  • Web page addresses and email addresses turn into links automatically.
The subscriber's email address.