Skip to main content
Wychowanie

Przepraszam, ale ja stałam przed panią…

 

 

Tego dnia byłam zmęczona.

Padałam z nóg, jak to się mówi. Wracałam z pracy, jak większość ludzi o tej porze dnia. Odebrałam dziecko z przedszkola i prędziutko do domu, żeby wreszcie wyciągnąć się na kanapie. Ale zanim miał nastąpić ten radosny moment, trzeba było jeszcze przygotować obiad dla starszego dziecka, które wróciło już ze szkoły i głodne rzuciło się zapewne na lodówkę. Mąż też przyczłapie ze swojego biura za chwil kilka i też będzie głodny! Boże, dlaczego w moim domu wszyscy są zawsze głodni? Czy w innych domach, też tak jest, czy tylko w moim?

Wychowanie

Angielskie dzieci oszalały na punkcie tych zabawek!

 

 

Jeżeli myślicie, że tylko dorośli mają swoje mody, to jesteście w błędzie. Dzieci naśladują nas także pod tym względem!

Co jakiś czas dziecięce mody na różne zabawki opanowują sklepy z zabawkami. Jeśli jest moda na coś, to oznacza to, że każde dziecko chce to coś mieć. Mając modny gadżet dziecko czuje się częścią swojej małej społeczności. Skoro wszyscy się tym bawią, to chcę i ja.

Kultura

Małgorzata Mroczkowska z nagrodą. Gala Polish Choice of The Year 2017: statuetki dla najlepszych polskich firm rozdane po raz trzec

Małgorzata Mroczkowska, założycielka portalu dla polskich rodzin w Wielkiej Brytanii odebrała nagrodę na Gali Polish Choice of the Year 2017 w Londynie.

29 kwietnia 2017 w Teatrze Polskiego Ośrodka Społeczno-Kulturalnego już po raz trzeci odbyło się największe święto polskiego biznesu na Wyspach. Kolejny już raz organizatorzy, patroni wydarzenia spotkali się z reprezentantami polskich firm, które zostały docenione przez czytelników "Polish Express" i tych internautów, którzy korzystają na co dzień z ich usług.

Wychowanie

Nie zaprosimy twojego kolegi na urodziny, bo tylko zepsuje całą zabawę!

 

No jak byście się poczuli? A może ktoś z was już był w takiej sytuacji? Pal licho jeśli chodzi o to, że ktoś nas nie zaprosił na imprezę u wspólnych znajomych. Można jakoś przełknąć tę gorycz i co najwyżej obrazić się na nich. Jednak sytuacja wygląda całkiem inaczej, jeśli chodzi o dziecko. No, bo jak mu wytłumaczyć, że nie zostało zaproszone na urodziny, na które wybiera się pół jego klasy?

Zrywamy truskawki pod Londynem

Zrywamy truskawki pod Londynem

 

W słoneczną sobotę syn obudził nas niespodziewanym pytaniem: „Mamo, gdzie rosną truskawki?”. Oczywiście można było udzielić mu natychmiastowej odpowiedzi, którą wszyscy znamy, ale jak dobrze wiemy z rodzicielskiego doświadczenia, odpowiedzi na pytania nie zawsze są tymi, na które dzieci czekają. Dziecku nie wystarczy przecież sucha odpowiedź: na krzaczku, na polu, na farmie ogrodniczej. Bo cóż to niby miałoby dla dziecka oznaczać, zwłaszcza kiedy to dziecko od urodzenia mieszka w mieście, i to dużym, w którym ogródki są co najwyżej wielkości dywanu, a owoce zna wyłącznie z supermarketów.

Nasz film z farmy truskawek można zobaczyć tutaj: https://www.youtube.com/watch?v=rgGHNlGKYwI&t=32s

 

Dla naszego urodzonego i wychowywanego w Londynie syna wszystkie owoce i warzywa, które do tej pory widział były czyściutkie i zapakowane w plastikowe koszyczki. Nigdy wcześniej nie miał okazji wyjąć marchewki z ziemi czy zerwać agrest z krzaczka. Takie dzieciństwo, bez doświadczania przygód ogrodniczych wydawało nam się bardzo ubogie. Przy okazji przypomniały mi się moje dziecięce lata, kiedy z kuzynką Dorotką chowałam się  między krzakami czerwonych porzeczek, które były wyższe od nas. Jakaż to była przygoda wdrapać się na drzewo i zerwać czereśnie! A wszystko to było możliwe tylko dzięki temu, że babcia miała mały domek z ogródkiem za miastem. Nasz syn nie ma tego szczęścia, nie mamy rodziny na wsi ale czy to oznacza, że mamy odebrać mu radość biegania boso po piaszczystych ścieżkach rozjechanych grubymi oponami traktorów? Mieszkanie na co dzień w mieście nie zabrania nikomu odwiedzania wiejskiego krajobrazu przynajmniej od czasu do czasu.

Znalezienie farmy ogrodniczej, na której można samemu zbierać owoce do koszyka zajęło mi cały kwadrans. W języku angielskim nazywa się to: Pick your own fruits. Po wpisaniu tego zdania w Google znajdujemy farmy, które znajdują się w naszej okolicy. My odwiedziliśmy tę farmę:

http://www.downingburyfarm.co.uk/#/contact-us/4539786843

Na miejscu znajduje się ogromny sklep, w którym możemy kupić lokalne produkty: warzywa, owoce, sery, ciasta i mięso z domowego uboju. Ceny, o dziwo tylko niewiele wyższe niż w supermarketach. Ponieważ przyjechaliśmy sami zebrać owoce, pracownik farmy zaopatrzył nas w odpowiednie koszyczki. Za jeden koszyczek wypełniony truskawkami po sam brzeg zapłaciliśmy niecałe 4 funty. Podczas zbierania można jeść owoce, co szczególnie przypadło do gustu naszemu synowi. Do koszyczka wrzucił może dwie truskawki, za to do buzi powędrowało ponad dziesięć. Jednym słowem pokochał zrywanie owoców z krzaczka w całej rozciągłości.

Po zebraniu owoców usiedliśmy w cieniu jabłoni, by odpocząć i nacieszyć oczy widokiem okolicy. Muszę przyznać, że ostatni raz tak się czułam podczas wakacji na wsi u babcie wiele lat temu. I właśnie dla tych emocji, zapachu trawy i smaku soku truskawkowego, który spływał po rękach aż po łokcie warto odkrywać takie miejsce. Nie tylko dla naszych dzieci, ale również dla nas samych.

 

Add new comment

Plain text

  • No HTML tags allowed.
  • Lines and paragraphs break automatically.
  • Web page addresses and email addresses turn into links automatically.
The subscriber's email address.